Generic Audio Preceptor - kompresor studyjny08.02.2011 Testy on-line - sprzęt studyjny
Przemysław Ślużyński Urządzenie wrocławskiej firmy Generic Audio jest po prostu wielkie. Rzadko mamy do czynienia z półprzewodnikowym kompresorem w obudowie 3u, już 2u to dużo. Od razu trzeba zaznaczyć, że mimo „wintydżowego” wyglądu Preceptor jest kompresorem półprzewodnikowym, bez lamp, chociaż z transformatorem na wejściu. Trzeba przyznać, że pierwszy kontakt naprawdę robi wrażenie - wszystkie, dosłownie wszystkie regulatory to przełączniki! Żadnego potencjometru! Oprócz niewątpliwej zalety, jaką jest powtarzalność ustawień, świadczy to o nakładach „sił i środków” oraz o możliwości dokładnej kalibracji ustawień - tu nie ma nic „mniej więcej na godzinę trzecią”. Wszystko jest ustawiane w punkt. I jeszcze żeby to były zwykłe przełączniki - ale nie, poziomy wejściowe i wyjściowe regulowane są dwudziestojednopozycyjnym przełącznikiem - w zasadzie to dwudziestoczteropozycyjnym, z ograniczoną ilością pozycji. Taki przełącznik kosztuje ponad 100 PLN. Jak widzimy, to nie są żarty. W tym wszystkim trochę szkoda, że wyłącznik sieciowy nie jest w tym samym stylu, co całe urządzenie - trochę to psuje wygląd, choć oczywiście praktycznego znaczenia nie ma. Wydawać by się mogło, że rozmiary urządzenia podyktowane są wyłącznie chęcią uzyskania czytelnej płyty czołowej - ale nie, powody są głębsze. Wbrew pozorom urządzenie w środku napakowane jest po brzegi elektroniką. Solidny transformator toroidalny z rozbudowanym filtrem i chyba układem „miękkiego startu” to dopiero początek. W zasilaczu każdego kanału elektrolity po 10000 uF oraz spora ilość stabilizatorów na dużym radiatorze. To też nie koniec. Największe wrażenie robi cała reszta - bowiem w większości kompresor zbudowany jest z elementów dyskretnych, to znaczy z pojedynczych tranzystorów. Wzmacniacze operacyjne występują chyba tylko w stopniu wyjściowym. Jeżeli tranzystory, to sporo innych elementów, potencjometrów regulujących punkty pracy, stabilizacja termiczna elementów, krótko mówiąc - naprawdę sporo tego i obudowa wcale nie jest za duża. Większość elementów ma zatarte napisy, co w pewien sposób chroni przed kopiowaniem „patentów” producenta. Widać, że sporo uwagi poświęcono nie tylko koncepcji, ale też regulacji urządzenia - to nie jest taśmowa produkcja i prawdopodobnie nie może taka być. Dzięki zastosowaniu elementów dyskretnych urządzenie może być zasilane napięciem większym niż standardowe +/-15V, co oznacza większy headroom. Układ odpowiadający za zmianę wzmocnienia, czyli serce kompresora, to wzmacniacz różnicowy zrealizowany na pojedynczych tranzystorach oraz parowanych diodach zenera, jest to więc szeroko rozumiany i wykonany „na piechotę” układ VCA. Wszystkie regulatory są zrealizowane na przełącznikach. Ich ilość i jakość obsługi naprawdę robi wrażenie. Od razu czujemy się jakby w innym świecie. Konstrukcyjnie Preceptor to podwójny kompresor z możliwością łączenia kanałów, regulowany na sposób „1176” - to znaczy zamiast regulacji progu i wzmocnienia mamy regulację poziomu wejściowego i wyjściowego. Trochę to mniej wygodne, ale stylowe. Nachylenie regulujemy dwustopniowo - kompresor 2:1 oraz limiter, czasy ataku i powrotu przełącznikami jedenastopozycyjnymi oraz dodatkowo „zgrubnie” trzypozycyjnym przełącznikiem SPEED. Całości dopełnia filtr dolnozaporowy w pętli detektora (również sześciopozycyjny przełącznik) oraz rzadko w kompresorach sprzętowych spotykany, a bardzo przydatny, regulator pozwalający na mieszanie sygnału kompresowanego z bezpośrednim (też jedenastopozycyjny przełącznik). Przełącznikiem aktywujemy wejście do sterowania sygnałem zewnętrznym (SIDECHAIN), a dzięki zastosowaniu transformatora na wejściu (firmy Carnhill) i możliwości łączenia uzwojeń pierwotnych tak szeregowo jak równolegle, mamy do dyspozycji dwie impedancje wejściowe. Impedancja może nie jest tak istotna, jak fakt, że czterokrotne zmniejszenie impedancji oczywiście czterokrotnie zwiększa czułość - o 12dB. Aktywacja wejścia SIDECHAIN odcina sygnał sterujący, a bez doprowadzonego do tego wejścia sygnału kompresor przestaje być kompresorem i staje się wzmacniaczem, urządzeniem dostarczającym zniekształceń nieliniowych, wg. instrukcji tych „przyjemnych”. Są też oczywiście przełączniki LINK oraz BYPASS, te ostatnie niezależnie w każdym kanale. I od razu jedna rzecz - przełączniki BYPASS są niezbyt sensownie opisane, a urządzenie pozbawione jest jakiejkolwiek kontrolki tej funkcji i w związku z tym nie bardzo wiadomo, czy oznaczenia ON i OFF przy tym przełączniku dotyczą urządzenia, czy właśnie funkcji BYPASS. Niby mierniki przestają się wychylać, ale sygnalizacja ominięcia kompresora na pewno mogłaby być wyraźniejsza - np. wyłączanie podświetlania mierników. Z drugiej strony BYPASS, oczywiście zrealizowany na przekaźnikach, nie musi wyłączać mierników tłumienia, bo przecież urządzenie cały czas działa, tylko nie przechodzi przez nie sygnał. To pozwoliłoby na obserwację działania kompresora w trybie BYPASS, na zasadzie „co by było, gdyby”. Instrukcja podaje, że regulatory czasów ataku i powrotu mają „ukrytą”, dwunastą pozycję, aktywującą nieliniowy atak czy zmieniającą charakterystykę powrotu - w testowym urządzeniu dwunastej pozycji przełącznika nie odkryłem, raczej chodzi o ostatnią pozycję przełącznika ATTACK i dwie ostatnie RELEASE - zaznaczone są na złoto zamiast na srebrno, i choć baaardzo słabo to widać, to jednak widać. Przełączniki pozwalające na powtarzalność ustawień i w kanałach i w czasie sugerują masteringowe zastosowanie Preceptora - ale z drugiej strony możliwość używania dwóch kanałów niezależnie pozwala na szersze eksperymenty. Bardzo przydatna okazała się funkcja mieszania sygnału obrobionego z bezpośrednim - standardowa procedura, nie łatwa jednak do uzyskania w świecie cyfrowym, z latencją czyhającą za każdym rogiem, a tu podana na tacy. Duże pole do eksperymentów otwiera też filtr dolnozaporowy w torze sterującym - obróbka pełnopasmowego materiału może być łatwiejsza i prowadzić do lepszych czy nieoczekiwanych rezultatów. No dobra, podłączmy w końcu ten kompresor, ile można czekać! Preceptor został podłączony w sesji ProTools jako insert sprzętowy, przy użyciu interfejsu Digidesign 96 I/O.W sesji znalazły się znane i mniej znane pliki dźwiękowe w celu demonstracji efektów działania, a dodatkowo kompresor został dokładnie „przebadany” na materiale, który z racji praw autorskich nie zostanie zamieszczony, tylko króciutko omówiony. Przede wszystkim po krótkim zaznajomieniu się z obsługą mogę powiedzieć jedno - to wciąga bardziej niż chodzenie po bagnach! Im dłużej pstrykałem przełącznikami, insertując Preceptora na kolejne ślady znanych mi sesji, tym bardziej mi się on podobał. Na każdym praktycznie śladzie można „ukręcić” coś sensownego, od lekkiej, tradycyjnej kompresji po „masakrę”, ale ciągle muzyczną i niekiedy przydatną. W czasie szybkiego sprawdzania możliwości okazało się, że urządzenie obsługuje się bardzo łatwo, a praca w trybie stereo, wymagająca oprócz aktywacji funkcji LINK także takich samych ustawień w obu kanałach, dzięki przełącznikom jest bardzo łatwa. Duże pokrętła i wyraźne „zaskoki” powodują że ustawianie parametrów jest przyjemnością samą w sobie. Wydaje się nawet, że możliwości jest zbyt wiele - czasy ataku i powrotu ustawiane i przełącznikami obrotowymi i trzypozycyjnym przełącznikiem „zgrubnym” to chyba trochę za duża dokładność. Po pierwsze wydłuża to trochę dochodzenie do końca eksperymentu, a po drugie, co gorsza, uniemożliwia ekstremalne ustawienia typu długi atak - krótki powrót i odwrotnie. Z drugiej jednak strony, gdy wiemy co chcemy osiągnąć, dokładność ustawień jest sporą zaletą. Preceptor sprawdza się na wszystkich śladach - od bębnów i basu przez gitary aż do wokali. Jest również, a może przede wszystkim, mocnym narzędziem masteringowym - na sumie, dzięki filtrowi i możliwości mieszania wejścia z wyjściem często czyni cuda. Przejdźmy do szczegółów. Na początek - oczywiście bębny. Dzięki filtrowi HPF możemy uzyskać różne efekty działania - od „zdeptania” całego brzmienia po normalną kompresję, w przykładzie oczywiście przesadzoną. Do tego warto dołożyć trochę sygnału z wejścia, a oprócz kompresji która nie „zjada” transjentów, będziemy mieli dodatkowo transjenty z sygnału oryginalnego. Ponieważ kompresor jest dwukanałowy, to pomyślałem, że np. bas grany kciukiem jest doskonałym pretekstem do podwójnej kompresji - najpierw normalnie, pełnopasmowo, na średnich czasach, a potem drugim kanałem z wykorzystaniem filtra, na szybkich czasach, tylko do kompresji „strzelania”. Tak obrobiony ślad basu brzmi dość ciekawie i na pewno jest „upilnowany” - słyszymy przy okazji, że Preceptor jest urządzeniem analogowym z dużą ilością elementów i dużym potencjalnym wzmocnieniem - trochę zakłóceń jest. Gitara akustyczna - sporo zyskuje, użycie filtra pozwala na mniej słyszalną kompresję. Saksofon - bez szału, ale działa nieźle i dodaje „ciała”. Najważniejszy ślad - wokal. Tu Preceptor pokazuje się z bardzo dobrej strony. Może wprawdzie nie porusza, ale pozwala na bardzo głęboką kompresję i wyciągnięcie wszystkich „emocji” przy jednocześnie wciąż dynamicznym brzmieniu - to cecha urządzeń najwyższej klasy. Ponieważ jest to urządzenie analogowe, bez problemu możemy je zastosować od razu podczas nagrań - jednak nie warto przesadzać, bo kompresja brzmi dobrze, natomiast może znacznie zmniejszać stosunek sygnału do zakłóceń. Na sumie podczas obróbki całościowej możliwość zastosowania filtra w torze sterującym pozwala na zmniejszenie pompowania przy jednoczesnym mniej słyszalnym ogólnym działaniu. Preceptor doskonale zachowuje transjenty, to też cecha kompresorów najwyższej klasy, a możliwość domiksowania sygnału bezpośredniego pozwala na mocną kompresję z wyciąganiem niuansów z drugiego planu przy jednoczesnym zachowaniu dynamiki i „kopa” - ważna rzecz, niezbyt łatwa do osiągnięcia na styku analogowego sprzętu i DAW. Kompresja mieszana pozwala na ograniczenie dynamiki „od dołu” zamiast „od góry” - to znaczy bardziej obrabiane są ciche fragmenty, a głośne mniej, co mimo silnej kompresji pozwala na zachowanie „kopa” i szeroko rozumianej dynamiki. W ogóle Preceptor bardzo dobrze obchodzi się z transjentami - atak dźwięku nawet przy krótkich czasach ataku zawsze jest czytelny. Oto przykłady dźwiękowe (pliki WAV). wokal żeński - źródłowokal żeński - Generic Audio Preceptorwokal męski - źródłowokal męski - Generic Audio Preceptorbas slap - źródłobas slap - Generic Audio Preceptorgitara akustyczna - źródłogitara akustyczna - Generic Audio Preceptorsaksofon - źródłosaksofon - Generic Audio Preceptorloop - źródłoloop - Generic Audio Preceptorloop - Generic Audio Preceptor HPFmix - źródłomix - Generic Audio Preceptor HPF, kompresja mieszana
Co ciekawe, w czasie testów nie zauważyłem zbyt wielkiej różnicy brzmieniowej ustawień COMP i LIM - czyżby nachylenie w trybie limitera nie było zbyt duże? Wydaje się, że w trybie kompresora Preceptor ma dość łagodne kolano nachylenia charakterystyki, podczas gdy w trybie limitera zaczyna działać „od razu” - brzmienie jednak jest dobre w obu położeniach przełącznika i w większości przypadków pracowałem w trybie limitera - tak jakoś lepiej mi brzmiało. Jeżeli chcemy coś bardziej „zmasakrować”, przestawienie przełącznika impedancji wejściowej daje natychmiastowe wzmocnienie 12 dB i wskazówka miernika tłumienia od razu ucieka w lewo - choć brzmienie nadal jest może już nie dynamiczne, ale na pewno „sprężyste”. Dodatkowe zniekształcenia wprowadzane przez mocno wysterowane urządzenie tylko zwiększają subiektywną głośność, nie są w żaden sposób nieprzyjemne. Oczywiście, w trybie SIDECHAIN bez dostarczania sygnału do gniazd SIDECHAIN można przesadzić, ale warto spróbować. Obecny przy tej okazji lekki szum otrzymujemy niestety „w pakiecie”. Preceptor nie jest tani, to fakt. Po skończonej promocji kosztuje ponad 15000 zł (wcześniej około 9000 zł). Hehm... Za kilkanaście tysięcy złotych można mieć oryginalny Universal Audio LA-2A... Preceptor to nie sprzęt dla każdego, i nie jest „natychmiastowym remedium” na wszystkie problemy, choć w niektórych zastosowaniach w zasadzie na dowolnych ustawieniach powoduje znaczącą poprawę brzmienia. Warto jednak przy okazji przepuścić nasze nagrania przez tej klasy urządzenie, choćby na wspomnianych „przypadkowych ustawieniach” - wysokiej klasy sprzęt dodaje „tego czegoś”, czego być może właśnie nam brakuje. Niestety, nie ma prawdopodobnie nadziei na jakąś tańszą wersję tego typu urządzenia - ręczna robota i regulacja muszą kosztować, ale za to decydują o wysokiej jakości i niepowtarzalności brzmienia. Preceptor (i prawdopodobnie inne przyszłe konstrukcje tej klasy tego producenta - oby się pojawiły) jest chyba skazany na sukces, co tym bardziej cieszy, że firma Generic Audio jest z Polski - duże brawa! Nareszcie do osławionych już APSów w branży studyjnej dołączyła kolejna dobra marka.
Dane techniczne Generic Audio Preceptor:
Do testów dostarczył: MusicToolz
|
Kontaktjeśli brakuje Twoim zdaniem testu jakiegoś urządzenie bądź instrument, napisz do nas: LogowanieNajpopularniejsze testy
Popularne testy on-line
NAPISZ DO NAS! Jeśli brakuje w naszym wortalu testu instrumentu bądź sprzętu muzycznego którego szukasz, napisz do nas! Postaramy się przetestować urządzenie i opublikować test. |




Przyzwyczailiśmy się, że lampowe urządzenia dobrze brzmią i są duże. Przyzwyczailiśmy się też, że półprzewodnikowe mogą brzmieć gorzej i być małe. Testowany Preceptor trochę burzy te przyzwyczajenia. Zobaczmy, co polska myśl techniczna ma nam do zaproponowania.






























