G-Lab GSC - gitarowy sterownik efektów i kontroler MIDI i audio19.12.2007 Testy on-line - sprzęt gitarowy
Wojciech Hoffmann
Właśnie - problemu, o którym mało kto myśli zaczynając przygodę gitarzysty: jak te wszystkie efekty okiełznać, włączać i wyłączać, czy na próbie, czy w czasie koncertu. Co gorsza - pamiętać kiedy i jaki efekt w danym momencie granego utworu włączyć, a który wyłączyć. Jeśli zapędzimy się w naszych zakupach fundując sobie kilka kostek efektowych możemy doprowadzić do tego, że grając koncert częściej będziemy wlepiać się gałami w leżące u stóp pedały, niż dostrzegać wpatrzone w nas ślicznotki z szalejących pod wpływem naszej muzy pierwszych rzędów widowni! Może być gorsza perspektywa? I tu - jak rycerz na białym rumaku ratujący księżniczkę zamkniętą w wieży wkracza do akcji GSC - jedyny w tej cenie sterownik i kontroler gitarowy o tak szerokich możliwościach. Jeśli nie zgodziłeś się jeszcze ze mną, że kontroler pozwalający skupiać się na muzie i panienkach jest niezbędny, to albo wolisz wpatrywać się w pedały i powinieneś iść z tym do psychologa, albo... nie grasz koncertów. Siłą stwórczą kontrolera GSC jest Waldemar Glomb - główny konstruktor firmy ELZAB produkującej kasy fiskalne i wagi. ??? Skoro ten sterownik zaprojektował facet konstruujący kasy fiskalne, to może być porażka. Co koleś od kas może wiedzieć o sterowaniu gratami gitarowymi? I tu zdziwko - wie i to dużo. Ten facet ma prawdziwego oryginalnego amerykańskiego Gibsona Les Paula. No ale takich co mają dobre i drogie gitary i nie potrafią na nich grać jest wielu. Tyle, że ten facet wie do czego służy gitara. I kostki gitarowe też. Więcej - potrafi się posługiwać nawet G-MAJORem ;) W tym celu m.in. zaprojektował kontroler GSC. Zresztą można posłuchać choćby krótkiej prezentacji potrójnego distortion pokazanego na tegorocznych targach Music Media żeby się przekonać, że PRZYNAJMNIEJ kilka riffów się nauczył :) Prawda jest taka, że GSC zaprojektował muzyk i gitarzysta. Skoro doszliśmy do tego, że konstruktor wiedział co robi projektując GSC przekonajmy się, co to to potrafi. I czy jest wart kasy, jaką za niego chce producent.
Wejście sygnału w GSC jest identyczne jak w lampowych wzmakach - ma bufor dzięki tranzystorowi polowemu, więc nic nam nie będzie obciążać przystawek gitary i ciąć sygnału. GSC ma 4 pętle - czyli możemy podłączyć i sterować brzmieniem przynajmniej 4 kostek. Do każdej pętli możemy podłączyć więcej niż jedną kostkę, ale wówczas wybierając włączenie tej pętli mamy brzmienie przetwarzane przez oba efekty (oczywiście zawsze można włączać/wyłączać efekt oddzielnie - tylko nie po to kupujemy GSC ;)). Te 4 pętle wystarczą do obskoczenia jakiegoś dopalacza (overdrive, distortion czy fuzz), chorusa, delaya i reverbu.
Dla każdej kostki z GSC jest wyprowadzone zasilanie! Nie trzeba więc stosować plątaniny kabli zasilaczy do kostek - wszystko kulturalnie i elegancko podłączamy do GSC (standardowe kabelki zasilania są w komplecie).
Jeśli mamy multiefekt możemy nim sterować przez MIDI za pomocą GSC - dostępny jest wybór programów (Program Change). Jeśli mamy piec z pętlą, multiefekt możemy podłączyć po nią, a sterować nim (włączać/wyłączać, zmieniać efekty) przez GSC. Jak nie mamy pętli we wzmacniaczu, możemy multiefekt podłączyć do GSC.
Co potrafi jeszcze GSC? Zmieniać kanały w naszym wzmacniaczu ;) Do dyspozycji są dwa złącza SWITCH - SW1&2 i SW 3&4. Jeśli mamy 2-kanałowy wzmak zamiast fabrycznego sterownika podłączamy odpowiedni przewód od GSC (lista obsługiwanych wzmacniaczy jest dostępna na stronie producenta). A wyjście SW3&4 możemy wykorzystać np. do podłączenia kaczki wahwah. Jeśli switch naszego wzmacniacza ma oprócz sterowania kanałami możliwość włączania/wyłączania reverbu lub włączania „dopały” BOOST, wówczas wykorzystujemy do tego wyjście SW3&4 z odpowiednim okablowaniem dostarczonym przez producenta GSC - firmę G-Lab.
A teraz najważniejsze - w pamięci GSC jest 6 banków, a każdym można zapisać 5 programów. W sumie mamy więc możliwość zapisania 30 programów sterujących 4 kostkami, multiefektem i wyborem kanału we wzmacniaczu. Pięć barw na utwór. Starczy? MUSI ;) I powinno starczyć. A jak komuś mało, to producent przewidział możliwość połączenia dwóch GSC w jeden system.
Mi w każdym razie jeden GSC wystarcza - na mniejsze koncerty zabieram go ze sobą. Trochę śmiesznie, bo zdarza się, że nawet na większych sztukach podłączam do niego nawet taki zestaw: 3 kostki, T.C. Electronic G-System i dwa lampowe potwory - Ibaneza i MESA. I daje radę. Co jeszcze o GSC warto powiedzieć? Ma wyjście na stroik (tuner) z funkcją cichego strojenia (wystarczy przycisnąć dwa pierwsze przełączniki). Ważne jest również to, że doprowadzenie zasilania jest zabezpieczone nakrętką, a sam przewód od zewnętrznego zasilacza sieciowego jest długi. I rzecz najważniejsza jeśli chodzi o obsługę - jeżeli instrukcja obsługi cię przeraża, to odwiedź stronę producenta i obejrzyj instrukcję obsługi wideo ;) Proste do bólu. A jeśli dla takiego wiekowego gitarologa obsługa GSC po obejrzeniu instrukcji wideo jest prosta, to dla gitarowej młodzieży tym bardziej.
W tajemnicy powiem, że w Polsce jest taniej :-) Jeśli więc masz baterię kostek gitarowych i wolisz na koncertach wypatrywać panienek szalejących na Twoim punkcie - bierz GSC! Z gitarowym pozdrowieniem Wojtek Hoffmann Producent: G-Lab
|
Kontaktjeśli brakuje Twoim zdaniem testu jakiegoś urządzenie bądź instrument, napisz do nas: LogowanieNajpopularniejsze testy
Popularne testy on-line
NAPISZ DO NAS! Jeśli brakuje w naszym wortalu testu instrumentu bądź sprzętu muzycznego którego szukasz, napisz do nas! Postaramy się przetestować urządzenie i opublikować test. |





Na początku była gitara. Zaraz potem
wzmacniacz gitarowy. A ponieważ jesteś gitarzystą bezkompromisowym
– zamiast multiefektu – pierwsza kostka gitarowa. Za chwilę
następna. I następna. No i jeszcze jedna, a za chwilę multiefekt
gitarowy. Przyszła kolej na zamówienie pedal-boardu. Mamy
więc ów pedalboard, mamy efekty w jednej obudowie, ale to nie
rozwiązało problemu...

G-Lab wystartował ostro - z wysokiego
C. No, może nie najwyższego, ale bezwzględnie GSC jest tym czego
brakowało na rynku, nie tylko polskim! Dzięki niemu nasza gra na scenie nie będzie już przypominać tańca irlandzkiego :-) To genialny w swej prostocie
sterownik zabijający ewentualną konkurencję. I do tego polskiej
konstrukcji i produkcji! A że to dobry sprzęt najlepszy dowód, kto handluje tym w
Niemczech - 


















