29.06.2010
Testy on-line - sprzęt gitarowy
Po teście flagowego modelu BOSS-a, czyli GT-10 przyszedł czas na
budżetową serię multiefektów, którą jest oczywiście znana wszystkim ME.
Przyjrzyjmy się zatem możliwościom i cechom, jakie posiada model ME-25.
Paweł Rutkowski

Zaczynamy jak zwykle od kwestii zewnętrznych. Po otwarciu całkiem pokaźnego pudełka, w środku oprócz niezbędnego zasilacza PSA znaleźliśmy nieco mniejszy od opakowania multiefekt, barwy czarnej z akcentami szarymi. Producenci postawili na mroczny nastrój;) Urządzenie jest zamknięte w metalowej obudowie, wyglądającej na dość solidną, ale (nie dziwota) na pewno nie wytrzymującą porównania z małymi kostkami BOSS-a, czy wyższymi modelami. Niemniej– nie jest źle.

Pierwszą sprawą, którą testowany sprzęt przykuwa uwagę jest mnogość napisów, przełączników i innych zainstalowanych dobrodziejstw. Pojawia się zatem pytanie – jak wygląda sprawa prostoty obsługi? Multiefekty tej firmy cechowały się z reguły przede wszystkim intuicyjnym interfejsem, zatem w tym przypadku również nie powinno być inaczej. Gitarzyści to naród z reguły kierujący się chwilą i z rzadka zaglądający do instrukcji obsługi, porządne multi powinno zatem pozwolić na nauczenie się go głównie za pomocą niedługo trwającej metody prób i błędów;) Krótka zabawa z parametrami, wciskaniem różnych przycisków i zmienianiem parametrów pozwala z grubsza dowiedzieć się najważniejszych rzeczy o funkcjonowaniu urządzenia, więc ten test ME zdało po krótkiej chwili niepewności.

Po lewej stronie znajduje się wyświetlacz, na którym pokazywane są numery aktualnie używanego algorytmu czy funkcji (tuner). Ponieważ jest to typowo numeryczny ekran, nie ma szans na stracenie go z oczu nawet w warunkach scenicznych. Na prawo od niego znajdują się przyciski obsługujące bibliotekę brzmień, o których za moment. Kolejnym blokiem jest sekcja trzech gałek pozwalających na żywo sterować używanymi w danej chwili parametrami, mianowicie potencjometrów drive, tone i volume. Nieco powyżej widzimy włącznik funkcji super stack, stanowiącej w zamierzeniu „dopalacz” do każdej symulacji.

ME-25 posiada podstawowy system złącz, będący w tej chwili w zasadzie standardem w tego typu urządzeniach. Po zajrzeniu w tylny panel widzimy wejście gitarowe (po podłączeniu do niego kabla pojawia się napięcie), wyjście mono/stereo, wyjście słuchawkowe, oraz gniazdo AUX (na CD lub mp3), USB i zasilania (PSA lub 6 baterii AA). Multiefekt może pracować jako gitarowy interfejs, przez wspomniane USB istnieje możliwość podłączenia go do komputera, oraz nagrywania przy użyciu dowolnego środowiska DAW.

Edycja brzmień jest bardzo prosta – pod wyświetlaczem znajduje się składający się z dwóch przycisków blok „Edit”. Po wybraniu jakiegokolwiek algorytmu z 60 gotowych decydujemy o wszystkich jego parametrach, począwszy od kompresora, po reverb, delay, preamp, modulation czy OD/DS – wszystkich tych znajdujących się na prawo od ekranu. Lista typów każdej z funkcji znajduje się obok przycisków nożnych, i to właśnie owa lista sprawia wrażenie zagęszczenia tekstu, o którym wspominałem na początku. Jak widać, jest potrzebna.

Brzmienia można również wybierać spośród typów charakterystycznych dla stylu bądź odpowiedniej barwy. Po naciśnięciu jednego z opisanych przed chwilą przycisków patrzymy na szare opisy znajdujące się zaraz obok przycisków i w ten sposób wybieramy interesującą nas symulację – warto pamiętać, że zawsze możemy też posłużyć się sekcją volume/tone/drive, aby ustawić interesujące nas parametry.

Urządzenie zostało wyposażone w opisany przed chwilą „dopalacz” w postaci funkcji Super Stack. Po jej włączeniu sygnał zyskuje na decybelach, nagle pojawia się też sporo basu. Moim zdaniem ma to zastosowanie głównie w gotowych i ustawionych wcześniej brzmieniach, ponieważ nagłe odpalenie Super Stack’a skutkuje koniecznością ingerencji w korekcję na wzmacniaczu.

Na pokładzie ME-25 (oprócz tunera rzecz jasna) znajduje się bardzo często montowany w tej chwili w różnego rodzaju multiefektach looper z 38-sekundową pamięcią – to doskonałe urządzenie do ćwiczeń, ciekawszych występów i samodzielnej improwizacji do nagranych przed sekundą podkładów. Jego obsługa za pomocą jednego tylko kontrolera nożnego nie pozwala co prawda na jakiekolwiek rozbudowane dzieła, ale na pewno jest to pożądane udogodnienie.

Po prawej stronie urządzenia widać pedał volume/wah-wah. Popularna „kaczka” jest co prawda całkiem dynamiczna brzmieniowo, włącza się ją za pomocą mocniejszego nadepnięcia - ale tu znalazłem pewien mankament. Trzeba dość ciężkiego buta i nacisku całą powierzchnią stopy, aby symulację uruchomić, co nie zawsze się udaje za pierwszym podejściem.

W kwestii brzmienia mamy do czynienia z symulacjami COSM. Niech nikt się nie dziwi, że nie jest niestety aż tak dobrze, jak w przypadku GT-10. Wspomniane urządzenie kosztuje ponad 2 razy więcej, więc po prostu musi „gadać” lepiej. Co prawda udało się uzyskać widoczną różnicę dynamiczną pomiędzy poszczególnymi barwami, mamy też sporą ich gamę do wykorzystania, niemniej podczas podłączania do różnych wzmacniaczy słychać było pewien wpływ cyfrowych algorytmów.
Przygotowaliśmy oczywiście kilka przykładów dźwiękowych:
BOSS ME-25 jest dedykowany do współpracy ze wzmacniaczami bezpośrednio, lub z wirtualnymi kolumnami występującymi w mnogości pod postacią wtyczek do rozmaitych DAW-ów. Dzieję się tak, ponieważ nie zaplanowano symulacji głów ani kolumn, co jest zresztą na pewno celowym zabiegiem. Multiefekt jest bardzo łatwy w obsłudze i sprawdza się całkiem nieźle w bojowych warunkach, ale pod względem brzmieniowym nie wybiega poza cenę, jaką za niego zaproponowano. Krótko mówiąc – koszta zostały bardzo dobrze obliczone.
.jpg)
Specyfikacja:
- Modelowanie COSM
- SOUND LIBRARY uporządkowane względem stylów i typów
- Możliwość zmiany brzmienia poprzez gałki Drive, Tone oraz Level
- Funkcja SUPER STACK
- Funkcja Phrase Loop z 38 sekundami czasu nagrywania
- Funkcjonuje jako interfejs USB audio
- Wbudowane wejście AUX pozwalające na łączenie z zewnętrznym źródłem dźwięku (odtwarzacze MP3/CD, itd.)
-
Zasilanie PSA lub 6xAA
Dystrybutor: Roland Polska