Line 6 POD XT21.01.2005 Testy on-line - sprzęt gitarowy
Jacek Hajnrych
No i tak narodził się POD. Przybierając kształt czerwonej fasolki trafił nie tylko do posiadaczy drogiego systemu nagraniowego, ale i do domowych studyjek. Tam trafił również uzbrojony w wyjścia cyfrowe i lepsze przetworniki model rackowy – o odpowiedniej nazwie – POD Pro.
POD ewoluował. Przybywało mu symulacji, inne
poprawiano. Rosło grono zwolenników, ale i zagorzałych przeciwników.
Tych drugich dzieliłem zawsze na dwie części – na tych, którym się to
najzwyczajniej nie podobało i tych „nieuświadomionych”, którzy nie
rozumieli idei PODa. Podstawowym błędem przez nich popełnianym było
stawianie obok siebie: PODa „gdzieś tam wpiętego” i realnego pieca,
którego symulacje można było w PODzie odnaleźć. Nie tędy droga! To, co
można w pewnym stopniu porównywać to nagranie z takiego wzmacniacza i
nagranie dokonane przy pomocy PODa. Przed sobą mam wersję POD XT 2.0,
która z prostego urządzenia z symulacjami przeobraziła się w całkiem
rozbudowane narzędzie do domowego studia. Wprawdzie kształt – fasolka –
pozostał, ale wnętrze jest zupełnie inne. Układ potencjometrów
nieznacznie się zmienił. Z panelu mamy bezpośredni dostęp do
regulatorów:
POD XT posiada wejście gitarowe – niesymetryczne,
mono oraz parę wyjść stereo symetrycznych/niesymetrycznych plus gniazdo
słuchawkowe. Obok gniazda do podłączenia pedału (kontrolera nożnego)
znajdują się porty USB oraz MIDI – wejście i wyjście. Droga przez mękę ;-) czyli odwzorowany cyfrowo tor
nagłośnienia gitary, a więc wspomniane „kostki”, przedwzmacniacz,
wzmacniacz z głośnikiem, akustyka pomieszczenia, mikrofon, procesory
efektów. W liczbach wygląda to tak: W czasach „starych” PODów pojawienie się poprawek do systemu operacyjnego PODa wymagało wymiany „kości” – EPROMu. POD XT nie od parady posiada złącze USB. Jedną z jego funkcji jest właśnie możliwość aktualizowania oprogramowania. Odbywa się to prosto i „bezboleśnie” ;-) Dołączone oprogramowanie samo sprawdza obecną wersję i krok po kroku prowadzi za rękę podczas aktualizacji. Do PODa XT dołączono oprogramowanie, które wspomaga edycję presetów. Co ja mówię – wspomaga?! Zastępuje! Edycja na ekranie komputera jest stokroć wygodniejsza i szybsza. Każdy użytkownik może przesłać swoje ustawienia do banku brzmień (Online library), dołączając się do budowania ogromnej biblioteki presetów, z której korzystają wszyscy zarejestrowani posiadacze PODa. Do samego USB jeszcze powrócę. Teraz o strukturze programów.
Na początku była... bramka ;-) Czyli Noise Gate. Właściwie nie ma tu czym kręcić – poziom i czas wybrzmiewania. Nie jest to szczyt osiągnięć, ale sprawdza się. Za bramką może być różnie ;-) Tu ujawnia się jedna z ciekawszych cech PODa XT – routing, czyli zmiana kolejności efektów. Dotyczy to: pedału głośności, efektu modulacyjnego, echa, pogłosu, które mogą pracować jako Pre – czyli przed wzmacniaczem (jak klasyczne „kostki”), lub jako Post – za wzmacniaczem, jak procesory efektów. Oczywiście ma to duży wpływ na brzmienie. Efekty ustawione jako Pre pracują w trybie monofonicznym. Zatem zaraz za bramką może się znaleźć pedał głośności (Volume), następny element w torze to kaczka (Wah). Kaczka zawsze pracuje w trybie Pre. Włączanie i wyłączanie oraz pozycję można kontrolować jak głośność – dedykowanym kontrolerem, przez MIDI, lub przypisać sterowanie do gały Effect Tweak. Za kaczką można wpiąć wirtualną „kostkę”. Wybór obejmuje: Fuzz, Overdrive, Distortion, zestaw kompresorów Compressor, Auto-Swell, Auto-Wah; oparte m.in. na LA-2A Compressor, Fuzz Face, Big Muff Pi, Tube Screamer, ProCo Rat, Octavia. Potem w torze w trybie Pre występuje efekt modulacyjny: Chorus, Flanger, Phaser, Tremolo, Rotary, Vibe i AutoPan. Za efektem modulacyjnym znajduje się sekcja opóźnień: echa typu Analog, Tape, Multi-Head, Sweep Echo, Digital, Stereo, Ping-Pong, Reverse. I podobnie jak efekty modulacyjne czasy mogą być powiązane z funkcją nabijania tempa (Tap Tempo). Ostatnim elementem przed wzmacniaczem mogą być pogłosy: Spring, Room, Hall, Chamber, Plate, Cavern. Wszystkie wspomniane efekty występują w kilku odmianach. Raz jeszcze – przeniesienie ich za wzmacniacz (Post) zmienia ich tryb pracy na stereo. Ich parametry można kontrolować przez MIDI lub przypisując je do pokrętła Effect Tweak.
Tak wygląda cały proces kształtowania brzmienia. Ponieważ wiele osób chce używać PODa nie tylko do nagrań, ale również do gry „na żywo” możliwa jest zmiana charakterystyki wyjścia PODa. Podczas pracy nagraniowej POD powinien pracować w trybie Studio Direct, gdzie sygnał zawiera wszystkie wymienione elementy łącznie z pełną symulacją kolumny głośnikowej. Podczas gry na żywo nagłośnienie PODa na scenie może być realizowane w sposób tradycyjny dla gitarzystów – a więc traktując PODa jako przedwzmacniacz. Wtedy należy wyłączyć symulację kolumny głośnikowej. Aczkolwiek nie zawsze. Wiele symulacji brzmi bardzo dobrze z ukształtowanym brzmieniem kolumny głośnikowej i wtedy pozostaje jedynie dopasować ten sygnał do wzmacniacza, do którego podłączamy PODa. Przełączamy tryb Studio Direct na Live i do wyboru mamy: Live 4x12” oraz Live 2x12”, co oczywiście oznacza rodzaj kolumny głośnikowej, którą używamy. Ponadto POD może pracować podobnie jak „kostka” – czyli wpięty między gitarę, a przedwzmacniacz gitarowy. Wtedy należy dobrać odpowiednią charakterystykę wyjściową posługując się parametrem Vibe – dobierając jego wartość według uznania. Ostatni tryb: BOSE PS1 służy do pracy ze specjalnie zaprojektowanym przez firmę BOSE systemem cylindrycznych głośników. Więcej o tym można przeczytać na stronie: http://line6.com/bose/home.html.
Wrócę tu do wspomnianego wcześniej portu USB. Line 6 dostarcza wraz z PODem sterowniki ASIO dla USB. To oznacza, że POD XT może pracować z programami typu Steinberg Cubase/Nuendo, Emagic Logic itp. Działa to tak, że wybierając w tych programach główny sterownik audio POD XT ASIO, nasza fasolka staje się kartą audio, która komunikuje się z komputerem po złączu USB. Wszystko, czym gra program jest wysyłane do PODa, a stąd dalej na jego wyjścia analogowe. I w drugą stronę – wejście analogowe PODa służy jako wejście audio do komputera – oczywiście przechodząc przez tor symulacji PODa. Ale to nie wszystko. Dzięki USB ASIO POD posiada funkcję bardzo przydatną w studiu – reamping. Oznacza to, że możemy grać na gitarze – słysząc wszystkie efekty, symulacje, a program rejestruje czystą gitarę. Następnie podczas odtwarzania sygnał jest kierowany do PODa – do jego toru symulacji. Po co tyle zamieszania? A po to, że możemy do woli kręcić gałkami i podczas miksu dobierać odpowiednie brzmienie, zgrać ścieżkę z „ukręconym” brzmieniem, po czym wykorzystać oryginalny „czysty” ślad do zrobienia idealnego doubla – na zupełnie innym brzmieniu. Wszystko jest kwestią pomysłów realizatorskich. Dokładnie w ten sposób można użyć PODa jedynie jako procesora efektów. Jak w tej roli sprawdził się POD XT można posłuchać w załączonych próbkach dźwiękowych.
Wszystkie te techniczne cuda byłyby niczym, gdyby POD
XT nie spełniał swojej podstawowej roli urządzenia służącego na
nagrywania gitar – więc teraz o brzmieniu. Oczywiście to kwestia gustu,
więc będzie subiektywnie. Zresztą subiektywnie jest z samego założenia
konstruktorów Line 6. Symulacje opierają się przecież na pomiarach i
odwzorowaniu jednego konkretnego brzmienia, ukręconego przez nich na
danym modelu. A jak wiadomo – w sprzęcie lampowym bardzo często
egzemplarze tego samego modelu różnią się od siebie, o gałkologii nie
wspominając. Symulacji jest dużo. Nawet za dużo;-) Nie wszystkie
przypadną każdemu do gustu, ale nie wierze, że jest osoba, która miała
wszystkie te wzmacniacze w „oryginale” i dokonała z nimi nagrań, które
może porównać z symulacjami. Więc o prawdziwości symulacji trudno mi
się wypowiadać, bo miałem okazje dłużej grać zaledwie na kilku, może
kilkunastu wzmacniaczach, których wirtualne odpowiedniki siedzą w
PODzie. Patrzę na to w ten sposób, że oceniam jakość brzmienia, a nie
na to, czy w 100% oddaje oryginał. Przecież dany wzmacniacz można
nagrać na ogrom sposobów, o samych gitarach i przede wszystkim
paluchach gitarzysty nie wspominając. Najpierw pograłem na fabrycznych ustawieniach. No i
niestety może trzy, cztery presety uznałem za dobre. Jakkolwiek
generalnie nie było źle. Znacznie lepiej niż w „starym” PODzie 2.x,
gdzie fabryczne brzmienia były przebasowane do granic możliwości. Tu w
fabrycznych presetach brakowało mi, mówiąc kolokwialnie tego „mięcha”,
które czuć z rasowych wzmacniaczy lampowych. Zacząłem zabawę w kręcenie
gałkami;-) Odetchnąłem. Sporo dało się ukręcić. Brzmienia czyste: jest
ich niewiele i są nieco monotonne i zbliżone brzmieniowo. Brakuje
takiego pełnego, soczystego dzwonu, jaki jest we wzmacniaczach
Mesa/Boogie, czyli przeciwieństwa skonturowanego, sprężystego brzmienia
Fendera. Podobały mi się: ...no i przede wszystkim symulacje pieców Matchless: Brzmienia typu crunch: te są najbliższe temu, co
lubię i tu POD XT mnie nie zawiódł. Duży wybór i dosyć różnorodne. Przy
czym można użyć wirtualnej „kostki” – np. Tube Screamera w połączeniu z
czystym brzmieniem i rezultaty będą równie ciekawe. Mocne,
przesterowane brzmienia zawsze są kontrowersyjne. Tyle opinii, ile
gustów. Jedni piszą, że jest ich za mało, inni, że w PODzie są tylko
takie brzmienia... Wg mnie są niezłe, aczkolwiek to w nich najbardziej
słychać cyfrową symulację. Na dodatek w wielu pojawia się bardzo
nieprzyjemne „bzyczenie” w okolicach 5-6 kHz. Wygląda to na cyfrowe
brudy wzmocnione w procesie kształtowania przesterowanego brzmienia.
Częściowo można się ich pozbyć ingerując w brzmienie wbudowanym
korektorem parametrycznym. Ale nie do końca. Zdecydowanie łatwiej można
sobie z nimi poradzić używając dokładnego, zewnętrznego wąskiego filtra. Generalnie wśród wielu dostępnych symulacji bez
najmniejszego problemu można wybrać zestaw, który z powodzeniem
sprawdzi się w studiu. Z pewnością więcej problemów będą mieli ci,
którzy chcą używać PODa na scenie. Tu dochodzi jeszcze problem doboru
odpowiedniego wzmacniacza–odsłuchu, który wpłynie na ostateczne
brzmienie, więc trzeba nastawić się na sporo „kręcenia”. A jest czym ;-)
Dodatki – czyli „kostki” i procesor efektów.
Osobiście uważam to za najsłabszą stronę PODa XT. Symulacje kostek są
nieciekawe. Brzmią bardzo sztucznie i nie oddają w pełni znanych mi
brzmień (np. Tube Screamer). Echa są równie przeciętnej jakości. Brak
im klarowności, przestrzeni. Symulacja analogowych czy taśmowych
efektów opiera się na brutalnym zniekształceniu kolejnych odbić, wcale
nie ocieplając brzmienia, a jedynie je brudząc. Tu Line 6 mógłby nieco
się nauczyć do znakomitych wtyczek PSP Lexicon 42/84. Pogłosy są mało
przestrzenne, o kiepskiej stereofonii. Generalnie brzmią... tanio.
Leslie – uważam, że o niebo lepiej brzmiał ten efekt w starej wersji
PODa (2.x)! Efekty modulacyjne też są przeciętnej jakości. I o ile tor
symulacji wzmacniaczy jest naprawdę dobry, o tyle efekty są
potraktowane jako dodatek typu „darowanemu koniowi...”. I tak też je
traktuję. Odradzam nagrywanie z efektami, a sugeruję użycie
zewnętrznych – sprzętu czy wtyczek. Podczas gry na żywo wystarczą, do
studia nie. Dla porównania załączam próbki gitary akustycznej
„przepuszczone” przez PODa XT i TC Electronic G-Major, oryginalne
kostki oraz kartę UAD-1. AutoWahFilter Chorus Compressor Delay Flanger Leslie Pan Phaser Reverb Tremolo Vibrato Acou Dry
Nie tak dawno pojawiły się do serii POD XT tzw. Model
Pack. Są to dodatkowe symulacje wzmacniaczy, efektów, które można
zakupić on line, a następnie wprowadzić do urządzenia. Nie miałem
okazji posłuchać ich osobiście, aczkolwiek próbki umieszczone przez
Line 6 na stronie internetowej są obiecujące. Ostatnio mamy „wysyp” symulacji gitarowych różnej klasy – i to zarówno sprzętowych (np. Behringer V Amp), jak i programowych (np. Native Instruments Guitar Rig, IK Multimedia Amplitube). Więc POD ma konkurencję. I dobrze! Każdy znajdzie coś, co najbliższe jest jego odczuciom muzycznym. Niewątpliwie Line 6 jest firmą, która wytyczyła szlaki w gitarowych symulacjach i mimo iż konkurencja depcze po piętach, Line6 to nadal ścisła światowa czołówka. Jacek Hajnrych Dystrybutor: Lauda-Audio
|
Kontaktjeśli brakuje Twoim zdaniem testu jakiegoś urządzenie bądź instrument, napisz do nas: LogowanieNajpopularniejsze testy
Popularne testy on-line
NAPISZ DO NAS! Jeśli brakuje w naszym wortalu testu instrumentu bądź sprzętu muzycznego którego szukasz, napisz do nas! Postaramy się przetestować urządzenie i opublikować test. |





Dla mnie POD to zjawisko...;-) Dawno temu, za siedmioma wersjami... Pro
Toolsa;-) był sobie AmpFarm. Pamiętam, jak gitarzysta którego miałem za
szybą w studiu miał świetną minę, kiedy to kabelek z jego gitary wpięty
w „niechlubną” linię zamiast bzyczenia którego oczekiwał zagrał jak
rasowy piec;-) Odsłuch w postaci sporego Geneleca 1032A jeszcze
spotęgował efekt. Ów gitarnik skwitował to słowami: „świat prawdziwych
gitarzystów z prawdziwym sprzętem chyli się ku upadkowi”;-) Na całe
szczęście nic takiego się nie stało i prawdziwych muzyków nam nie brak,
sprzętu również, bowiem rola AmpFarma miała ograniczać się jedynie do
obróbki „gołych” śladów gitarowych. Tylko, jeśli produkt się sprzedaje
w jednej postaci, to dlaczego nie spróbować inaczej go ometkować i
podać jako nowy?


Teraz to, co najważniejsze. Sekcja wzmacniacza. Właściwie to
przedwzmacniacz, wzmacniacz i odpowiednio dobrana kolumna głośnikowa.
Lista charakterystyk brzmieniowych klasycznych wzmacniaczy jest
naprawdę imponująca. Są tu nie tylko znane comba, „głowy”, ale i
symulacje „wymyślone” przez firmę Line 6: Line 6 Clean, Line 6 JTS-45,
Line 6 Class A, Line 6 Mood, Line 6 Spinal Puppet, Line 6 Chemical X,
Line 6 Insane, Line 6 Piezacoustic 2, Line 6 Agro, Line 6 Lunatic, Line
6 Treadplate, Variax Acoustic, Budda 2001 Twinmaster, Fender 1953
Deluxe, Fender 1958 Bassman, Fender 1961 Champ, Fender 1964 Deluxe
Reverb, Fender 1965 Twin Reverb, Gretsch 1960 6156, Hiwatt 1973 Custom
100, Marshall 1966 JTM-45, Marshall 1968 Super Lead, Marshall 1968 Jump
Channel, Marshall 1968 Variac Plexi, Marshall 1987 JCM 800, Marshall
1996 JMP-1, Matchless 1996 Chieftain, Matchless 1993 DC-30, Mesa Boogie
2001 Dual Rectifier, Mesa Boogie Mark IIc+, Roland Jazz Chorus 120,
Soldano 1993 SLO-100, Supro 1960's S6616, Vox 1961 AC-15, Vox 1967
AC-30TB, Tube Preamp. Wzmacniacze pracują w parze z kolumnami
głośnikowymi: 6x9 Supro S6616, 1x8 1961 Fender Tweed Champ, 1x10
Gibson, 1x10 Gretsch 6156, 1x12 Line 6, 1x12 1953, Fender Tweed Deluxe,
1x12 1964 Fender Blackface Deluxe, 1x12 1960 Vox AC-15, 1x15 1962 Supro
Thunderbolt, 2x2 Fender Mini Twin, 2x12 Line 6, 2x12 1965 Fender
Blackface Twin, 2x12 1995 Matchless Chieftain, 2x12 Roland JC-120, 2x12
1967 Vox AC-30, 2x12 1967 Silvertone Twin Twelve, 4x10 Line 6, 4x10
1959 Fender Bassman, 4x12 Line 6, 4x12 1967 Marshall Basketweave with
Greenbacks, 4x12 1968 Marshall Basketweave with Greenbacks, 4x12 1978
Marshall with stock 70s, 4x12 1996 Marshall with Vintage 30s, 4x12 Mesa
Boogie. Pełna lista symulacji efektów, wzmacniaczy i kolumn
głośnikowych znajduje się na stronie:
Przy wybieraniu danego wzmacniacza POD XT automatycznie konfiguruje dla
niego kolumnę głośnikową. Możliwe jest również zdefiniowanie własnych
presetów dotyczących par: wzmacniacz + kolumna głośnikowa. Sygnał z
kolumny jest „zbierany” przez mikrofony: Shure SM-57, Sennheiser MD-421
i Neumann U-67. Przy czym możliwa jest zmiana ustawienia mikrofonu
uwzględniająca akustykę pomieszczenia. Ten ostatni element to
opatentowana przez firmę Line 6 technologia A.I.R. – tu w wersji A.I.R.
II. To akronim od Acoustically Integrated Recording. Innymi słowy
proces nagrania uwzględniający odbicia występujące w pomieszczeniu, w
którym znajduje się kolumna głośnikowa. Za wzmacniaczem w torze
znajduje się 4 pasmowy parametryczny korektor. Za korektorem mogą
znaleźć się wcześniej wymienione efektu – tu w trybie Post.


Użycie PODa XT jako karty muzycznej to duży plus. Ale nie ma róży bez
kolców. POD XT posiada wejście monofoniczne. Podczas reampingu –
wszystko, co wychodzi z komputera po USB do PODa trafia do jego toru
audio, zatem nie da się dobierać brzmienie gitary jednocześnie słysząc
pozostałe ślady. USB, podobnie jak FireWire nie pracuje w komputerach w
trybie Bus Mastering. Zatem obciążenie procesora jest dosyć duże. A to
wiąże się z dobraniem odpowiedniego bufora ASIO. Minimalne wielkości,
jakie udało mi się uzyskać na przeciętnym komputerze to 5.6ms na
wejściu i 11.2ms na wyjściu. Co jest do przyjęcia. Ale prościutki
projekt z kilkoma śladami MIDI, grającymi instrumentami VSTi, do tego
kilka prostych wtyczek wymusiło trzaskami zwiększenie bufora, a zarazem
latencji. Przy czym obciążenie komputera było dosyć duże. Reasumując:
tor audio PODa XT jest naprawdę bardzo dobry – załączone obrazki
odzwierciedlają pracę przetworników AD jak i DA, ale nie należy
oczekiwać, że zastąpi w pełni dobrą kartę muzyczną. Aczkolwiek przy
prostych projektach w zupełności wystarczy. Szczególnie przyda się tym,
którzy pracują na komputerach przenośnych – wtedy kupując PODa XT
upieką dwie pieczenie przy jednym ogniu. Przez USB POD XT udostępnia
również port MIDI, a zważywszy, że jego gałki wysyłają komunikaty MIDI
mamy kolejną korzyść z posiadania PODa – całkiem przyzwoity kontroler
MIDI.
Oto przykłady nagrane przez Tomka Sławińskiego.



















