Reklama
Reklama

TLC Pro AMS-1

Testy on-line - monitory studyjne

ImageDobry monitor odsłuchowy jest na wagę złota. Wiadomo jednak, że mając do dyspozycji ograniczoną sumę pieniędzy nie kupimy ideału – zwykle kompromis ten okazuje się... bolesny. Zamiast poprawić efektywność pracy musimy na nowo „uczyć” się nowego nabytku. By zainwestować w naprawdę dobre monitory, trzeba dysponować sumą minimum 5000-6000 zł. Ten stan rzeczy postanowili zmienić chłopacy z TLC Pro – wyodrębnionego zespołu pracującego w firmie Tonsil Polska Sp. z o.o.

Radek Barczak & Arek Namysłowski

Image

Tak – AMS-1 są produktem polskim (choć na obudowie znajdziemy jedynie napis Made in UE ;)). Gdy pierwszy raz usłyszałem od przyjaciela, że Tonsil będzie produkować monitory studyjne dość mocno się zdziwiłem. Ba, niemal zaśmiałem się ;) Tonsil? Monitory studyjne? Pewnie na bazie Altusów ;))) Nie... To chyba żart. Ale stwierdziłem, że „pomacać” i posłuchać – i owszem, czemu nie? Zwłaszcza, że usłyszałem, że paluszki w „optymalizowaniu” konstrukcji maczał mój wspomniany przyjaciel, a także człowiek, który jest znanym i cenionym w branży realizatorem oraz wykładowcą na wydziale reżyserii dźwięku na UAM w Poznaniu. Po tych konsultacjach skończyło się na tym, że monitory które miały kosztować ok. 2500 zł za parę wylądowały na poziomie 3500 zł za parę. Czy oznacza to, że powstały monitory mogące konkurować w „zachodnimi” konstrukcjami?

Image TLC Pro tworzy na stałe trzech młodych zapaleńców, którzy postanowili wykorzystać potencjał laboratoriów oraz doświadczenie konstruktorów firmy Tonsil do tworzenia monitorów studyjnych i zestawów audiofilskich. „Głową” projektu jest dr Grzegorz Matusiak. Pierwszym produktem są właśnie AMS-1 – prace od rozpoczęcia projektowania do ukazania się pierwszej produkcyjnej serii trwały niemalże dwa lata. W efekcie powstały monitory, których konstrukcja jest przemyślana, dopracowana i kompletna (a nawet nad-kompletna ;). Zupełnie nie sprawia wrażenia, że jest to pierwszy produkt nowej firmy...

AMS-1 są aktywnymi, dwudrożnymi monitorami wyposażonymi w dwie końcówki mocy 80 W. Są duże (większe od monitorów A.D.A.M. P22A!!!) oraz ciężkie – jeden monitor waży ponad 15 kg! Głośniki instalowane w monitorach AMS-1 to specjalnie skonstruowane lub zmodyfikowane przetworniki produkcji firmy Tonsil – nie są to „produkcyjne” modele. Głośnik średnio-niskotonowy to konstrukcja o średnicy 20 cm (8”) i mocy RMS 120 W. Membrana tych głośników została wykonana z... celulozy drzewnej (czyli tektury ;) powleczonej specjalnym lakierem antyrezonansowym. Dość powiedzieć, że przetwornik ten pracuje w zakresie od 37 Hz do 3.5 kHz przy tolerancji +/-2 dB. I nie są to dane z folderu producenta, a zmierzone w komorze bezechowej na najwyższej klasy systemie pomiarowym. Głośnik zawieszono na resorze ze specjalnie dobranego materiału, a do obręczy przymocowano za pośrednictwem nieczęsto stosowanego zawieszenia z dość miękkiej gumy. Wiedziony ciekawością oczywiście rozkręciłem monitor – wykręciłem również głośniki. Uwagę zwróciły solidne ekrany na magnesach, dzięki którym postawienie AeMeSów w najbliższej odległości monitorów komputera nie powoduje absolutnie żadnych problemów. W ofercie TLC Pro dostępne są dwa modele AMS-1 – z 1” głośnikiem wysokotonowym z kopułką z tytanu oraz z jedwabiu. Nasza redakcja otrzymała w czerwcu dwie pary obu wersji jeszcze z przedprodukcyjnej serii – od razu przypadła nam do gustu wersja z jedwabną kopułką. Wersja z głośnikiem tytanowym, jakkolwiek w pierwszej chwili brzmi efektowniej, na dłuższą metę męczyła słuch ostrzejszą barwą brzmienia.

ImagePrecyzja wykonania i spasowania wszystkich elementów jest na światowym poziomie – i nie mam tu na myśli poziomu „chińskiego”, a poziom europejski bądź amerykański. Obudowa z dwoma otworami bass-reflex wykonana jest z płyty MDF o grubości 20 mm. Duży plusik za zainstalowanie portów bass-reflex z zaokrąglonymi wylotami – nawet przy badaniu sygnałem sinusoidalnym nie powstają żadne dodatkowe przydźwięki. Wnętrze obudowy jest dwukomorowe – z separowaną komorą na elektronikę przymocowaną to tylnej płyty. Komora głośnikowa została wyłożona grubą warstwą waty wytłumiającej.

Image

Imponujące wrażenie czyni zainstalowana elektronika. Dość powiedzieć, że zastosowane układy wzmacniaczy operacyjnych (BurrBrown OPA2134 i OPA134) oraz scalone końcówki mocy (TDA7294) instalowane są zwykle w monitorach z klasy cenowej powyżej 8000 zł! Do tego nie sposób nie wspomnieć o zaawansowanych filtrach aktywnej krosownicy oddzielającej pasmo przetworników nisko-średniotonowego i wysokotonowego (24 dB/okt.), filtrach grzebieniowych dolnego pasma, oddzielnych regulacjach wzmocnienia końcówek, a także odłączenie masy.

Duże wrażenie zrobiło na mnie to, że monitory są parowane. Do każdego egzemplarza dołączany jest wykres pomiaru charakterystyki przenoszenia zmierzonej w komorze bezechowej za pomocą profesjonalnych narzędzi pomiarowych. Według zapewnień producenta każda partia produkcyjna to 100 sztuk monitorów, spośród których – na podstawie wykresów pomiarów – monitory dobierane są w pary.

Image

Praca na monitorach AMS-1 nie wymaga praktycznie nauki. Po prostu – brzmią w pełnym zakresie wyrównanym pasmem! Nie kłamią same z siebie, a do tego są jednymi z najbardziej nieczułych na kiepskie warunki akustyczne monitorów, z jakimi miałem kiedykolwiek do czynienia. Pasmo w pełnym zakresie jest rzeczywiście wyrównane – co ważne, podawana przez producenta najniższa częstotliwość przenoszenia 37 Hz osiągana jest przy spadku 2 dB. Standardem jest, że najniższe podawane częstotliwości osiągane są przy spadku minimum 3 dB (jeśli nie więcej...). Dzięki lekkiej membranie i świetnej elektronice końcówki bas jest punktualny i bardzo selektywny. Nastrojenie bass-reflexów służy raczej zachowaniu równomierności pasma basowego, aniżeli generowaniu dźwięku. Nie występują silne podmuchy powietrza tak charakterystyczne dla wielu konstrukcji – spokojnie i... bez gogli można pracować w bliskiej odległości od monitorów. Bas wybrzmiewa dość szybko nie powodując komasowania się dźwięków. Nie brzmi może super efektownie, ale... w monitorach studyjnych nie o to chodzi ;) Poza tym zawsze można „podbić” bas za pomocą filtru bądź zwiększyć poziom wzmocnienia końcówki średnio-niskopasmowej. Inna sprawa, że bogate możliwości regulacji pozwalają upodobnić brzmienie AMSów również do popularnych boom-boxów ;) Podczas prezentacji ostatecznego miksu koncertu hiphopowej grupy Dreamland nie obyło się bez podniesienia głośności końcówki odpowiedzialnej za dolne pasmo – i tak ma być, nogawki mają furkotać ;) Ważne, by zadowolony był klient, a miksować możemy (a nawet powinniśmy) przy końcówkach ustawionych „na baczność”, czyli w zależności od charakterystyki naszych niedoskonałych pomieszczeń studiów domowych powinniśmy zacząć od wyłapania częstotliwości rezonansowych „reżyserki”. W moim przypadku jest to po prostu pokój o powierzchni 22 m2 o gołych ścianach, z jedną celowo zakupioną biblioteczką, w którą wstawiłem czasopisma muzyczne – teraz, po przeczytaniu, służą jako wytłumienie ;)) Przy pomiarach doszedłem do takiego ustawienia, że końcówki dolno-średniopasmowe ustawiłem na pozycji –1 dB. I tak jest dobrze.

Wszelkie regulatory są wyposażone w wykalibrowane i wyskalowane w decybelach przełączniki obrotowe z „zaskokiem”. Do dyspozycji mamy:
• skokową regulację poziomu wejściowego od –6 dBu do +15 dBu uzupełniony dodatkowa regulacją korekcyjną pracującą w zakresie od 0 dBu do +3 dBu
• kontroler basu od +1.5 dB do –9 dB z dodatkowym wyłącznikiem
• oddzielne regulacje poziomu wzmocnienia końcówek dolno-średniotonowej i wysokotonowej.


Do AMS-1 można doprowadzić sygnał za pomocą złączy 3-pinowych XLR albo symetrycznych bądź niesymetrycznych złączy jack 1/4”. Zastosowano gniazdo combo XLR/jack 1/4”. Dodatkowo wbudowano wyjście sygnału umożliwiające doprowadzenie sygnału do alternatywnych zestawów głośnikowych. Należy pamiętać, by dostosować czułość wejścia do doprowadzanego do AMS-1 sygnału, gdyż pierwsze podłączenie mogłoby się skończyć uszkodzeniem naszego słuchu... bo nie głośników – AMS-1 wyposażono w dwa limitery (oddzielnie dla każdego z głośników), których załączenie jest sygnalizowane diodami z przodu obudowy, nad głośnikiem wysokotonowym.

Testy monitorów AMS-1 trwały od czerwca. Wiem, że to długo, a nawet ZA długo. Ktoś nawet sobie kpił z tego na forum EiS... Ale „wybaczam” mu ;) W międzyczasie egzemplarze przedprodukcyjne w obudowach pokrytych brązową okleiną drewnopodobną zastąpione zostały produkcyjnymi, udoskonalonymi egzemplarzami (o czym ów kolega zapewne nie wiedział) w kolorze czarnym. Przez ten cały czas AMS-1 posłużyły do miksowania kilku koncertów i wielu nagrań studyjnych, w tym:

• przez 2 miesiące pracowały w MM Studio (w studiu B) w trakcie nagrań muzycznych oraz lektorskich

Image

• służyły przy nagrywaniu i miksowaniu najnowszej płyty TURBO (oto fragment utworu Pismo z nowej płyty ;))))

• podczas miksu koncertu Guitar Super Trio w składzie Marek Raduli, Jerzy Styczyński, Witold Łukaszewski poszerzonym o Wojciecha Hoffmanna

• jako monitory średniego pola przy miksowaniu koncertu wypływającej na szerokie wody poznańskiej grupy Dreamland

• podczas miksowania nagrań wielokrotnie nagradzanego zespołu Przed Czy Po tworzącego refleksyjno-improwizacyjną muzykę utrzymaną w kręgu piosenki aktorskiej

Image 

• jako główne monitory przy miksowaniu i masteringu nagrania koncertu Wojtka Hoffmanna z materiałem z jego autorskiej płyty Drzewa

Image

• jako główne monitory przy miksowania koncertu Fancy Group

Oto nagranie z koncertu Just The Two Of Us (miks i mastering: Arek Namysłowski i ja)

 

ImageOto komentarz Arka Namysłowskiego z pracy na AMS-1 w MM Studio

Pracowity Test, czyli test wykonywany za pomocą pracy.

Monitory odsłuchowe TLC trafiły do mnie, jak zwykle za pomocą Radka ;) Przyniósł, rozpakował, wyciągnął i powiedział: „zgadnij co to?”.
A ja: „noooo głośniki”
- ale jakie?
- jakieś ti el si
- no a kto jest producentem
- no jakaś firma ti el si ??????
- a nie, bo Tonsil
W tym momencie moje zdumienie zostało poparte dość „soczystą” polszczyzną, ale oszczędzę Wam tego. Rzeczywiście Tonsil wziął się za konstruowanie profesjonalnych odsłuchów studyjnych i szczerze mówiąc wyszło im to znakomicie.
Do testów dostarczono dwa zestawy aktywne. Jeden uzbrojony w tweetery tytanowe, a drugi w tweetery jedwabne. Ja wybrałem te z jedwabnymi. Z doświadczenia wiem, że moje ucho bardziej lubi miękkie brzmienie materiału niż ostre tytanowe cykanie. No i zacząłem wesołą grzebaninę. Na warsztacie miałem wtedy materiał dźwiękowy z występu dyplomowego mojej znajomej. Zgranie oczywiście na „Yamaszkach” NS-10M (właściwie powinienem był napisać przez samo H, ale chyba mimo wszystko mają zastosowanie polskie zasady pisowni). Wracam do głównego wątku… ale jak powszechnie wiadomo Yamahy nie przenoszą dołu, a TLC jak najbardziej. No to ognia!!! Zacząłem zgrywać i ze zdumieniem stwierdziłem, że wykresy dodawane do każdej z kolumn z osobna, nie kłamią. A no właśnie – wykresy. Wynika z nich, że „paczki” te mają niemal idealną liniową charakterystykę. I to zresztą słychać.

Konkludując, bo nie będę się rozpisywać na temat samego zgrania, grają bardzo ładnie, mają szybko reagujący cieplutki dół, ładnie grają w środku i ładnie w górze. Używałem AMSy przez ponad dwa miesiące jako średniego pola. Można na nich pracować i bardzo chętnie przyjął bym takie do domu, bo muzyka na nich też ładnie brzmi. No i ta cena. Po prostu warto kupić i robić dobre miksy. Trzeba się trochę przestawić jeżeli zbyt dożo czasu spędziło się przed Yamahami, ale czego się nie robi dla dźwięku... Na AMS-1 słychać wszystko, czego o NS-10M powiedzieć nie można.

To mówiłem ja… użytkownik.
Arek Namysłowski

Image 

A teraz będę mówił znowu ja ;)

Byłem świadkiem zgrywania i odsłuchiwania przez Arka kilku materiałów muzycznych w MM Studio. To, co zwróciło moją uwagę (oczywiście poza kwestią brzmienia) to wrażenie, jakie AMS-1 robiły na klientach. Fakt, że bezproblemowo słychać najniższe dźwięki 6-strunowego basu czy dopaloną nisko brzmiącą stopę sprawiał, że na ustach klientów pojawiał się uśmiech zadowolenia – „taaaak... świetnie brzmi nasz materiał”. Dotyczyło to zwłaszcza hiphopowców ;) Im szczególnie przypadły do gustu AeMeSy.

W międzyczasie moje domowe „studyjko” odwiedziło wielu znajomych, w tym kilku kumpli parających się domowym nagrywaniem i miksowaniem dźwięku. Miło było patrzeć na ich „opadnięte” szczęki, gdy słyszeli dźwięki, których dotąd mogli się na swoich monitorach jedynie domyślać ;) To, na co również zwracali uwagę to fakt, że doskonale kontroluje się na AMS-1 stosowanie pogłosów. Dość stwierdzić, że dwaj spośród odwiedzających mnie kumpli już są właścicielami AMSów. I nadal ze mną rozmawiają ;)

Istotnym elementem pracy z monitorami AMS-1 jest ich ustawienie tak, by uszy były pomiędzy głośnikiem średnio-niskotonowym a wysokotonowym. W tym miejscu muszę nie zgodzić się z generalnie dobrze napisaną instrukcją obsługi (w pięciu językach, w tym i w polskim ;). Dlaczego? W instrukcji obsługi zaleca się, by oś głośnika wysokotonowego była na wysokości uszu – tak umiejscawiany jest mikrofon pomiarowy w komorze bezechowej i w takiej pozycji zachowana jest maksymalnie wyrównana charakterystyka przenoszenia. Pierwotnie tak ustawiłem monitory, ale po jakimś (raczej dłuższym) czasie doszedłem do tego, że nie jest to najlepsze rozwiązanie i w przypadku mojego „studyjka” lepiej, by uszy znajdowały się ok. 2 cm poniżej głośnika wysokotonowego. Przyczyną jest to, że stawiając monitory na biurku nie unikniemy powstających odbić od blatu. Postawienie monitorów wyżej sprawia, że odbicia są mniejsze, choć również występują ale nie na tyle, by przy miksowaniu przesadzić ze środkowym pasmem, który przy ustawieniu blisko blatu biurka „ginął”, a dodatkowo był „przykrywany” basem... To przez to dość długo męczyłem się z miksem koncertu Wojtka Hoffmanna – nijak nie mogłem ustawić brzmienia gitary... Ale o tym później. W każdym razie producent powinien wziąć pod uwagę, że idealnych akustycznie pomieszczeń jest niewiele i większość użytkowników będzie użytkować monitory w budżetowych studiach bądź studyjkach domowych? Odrobina realizmu! Wniosek wypływa taki, że zawsze trzeba samemu znaleźć najkorzystniejsze umiejscowienie monitorów – nawet, jeśli jest nie do końca zgodny z zaleceniami z instrukcji obsługi. Mi najlepiej pracowało się z odległości nieco ponad metr od monitorów (od 1.2 m do 1.5 m – bo w zakresie 30 cm wychyla się mój „dyrektorski” fotel ;))))

Testując w różnych sytuacjach studyjnych oraz posiadając jednocześnie inne modele monitorów studyjnych miałem możliwość bezpośredniego porównania AMS-1 z konkurencją z zakresu cenowego powyżej 5000 zł. Słuchałem więc AMS-1 razem z aktywnymi: A.D.A.M. P22A, Genelec 1029A oraz 1030A, Mackie HR624, Event TR8 oraz z pasywnymi JBL 4410. Bezapelacyjnie najbardziej liniowo grającym zestawem były AMSy, choć wcale nie były najgłośniejsze. Ba... Nawet sporo mniejsze Genelec’ki 1029A były głośniejsze – w tym subiektywnym znaczeniu. Ale to akurat wynika z liniowości brzmienia AMS-1 – one nie faworyzują żadnego pasma, nie są „wysilone”. I na każdym kroku pracy z miksem i masteringiem trzeba o tym pamiętać. Bo gdy się zapomni i zacznie myśleć „konsumenckim” brzmieniem łatwo jest np. przebasować materiał. Ze swojej strony mogę zasugerować, by dla celów poznawczych nagrać na dwóch przyzwoitych mikrofonach o maksymalnie wyrównanej charakterystyce przenoszenia koncert akustyczny, a następnie miksować dźwięk nagrany wielośladowo w oparciu o nagrane brzmienie. Herezja? Dla wielu z pewnością tak, ale ja tak zrobiłem ;) I to działa! Oczywiście korekta jest niezbędna, bo chociażby trzeba dołożyć nieco basu. Ale to dobra droga do pełnego poznania brzmienia AMSów. One po prostu brzmią tak, jak koncert bez „upiększaczy” – bez pogłosów, chorusów, delayów i innych kompresorów oraz korektorów. To po prostu kwintesencja naturalnego brzmienia. Należy o tym pamiętać zwłaszcza na etapie masteringu. Nie przesadzać z basem i górką! Jak nas świerzbią paluszki, to lepiej nie włączać np. takiego PSP MixTreble (chociaż go baaardzo lubię ;)

Najlepiej zawsze zweryfikować „naturalność” na alternatywnych zestawach lub dobrych słuchawkach. A jeśli już chcemy i nie mamy dodatkowych zestawów głośnikowych warto na poszczególnych etapach pracy włączyć w AeMeSach funkcję „boom-boom + furkotanie nogawek”, czyli... uaktywnić kontroler basu i podnieść poziom wzmocnienia obu końcówek na wartości dodatnie ;) No i słuchać duuużo muzyki z płyt. Ale to przecież truizm. Jak i to, że zmiksowane nagranie należy słuchać na możliwie wielu głośnikach.

ImageJeśli miałbym się czegokolwiek czepiać, to... dopatrzyłem się trzech niedociągnięć producenta monitorów AMS-1. Pierwsza to dość wrażliwa na uszkodzenia okleina – na nagrania ważniejszych koncertów zabierałem AMSy ze sobą i niestety częste pakowanie, rozpakowywanie i oczywiste w sytuacjach bojowych przypadkowe uderzenia o kanty i wystające elementy sprawiły, że w kilku miejscach obudowy zostały delikatnie zarysowane, a uderzenie kantem obudowy zakończyło się delikatnym nadkruszeniem okleiny (pewnie robię widły z igły ;)). Prawda jest taka, że powinienem wozić monitory w specjalnie zrobionych case’ach... No, ale kto wozi ze sobą monitory na koncerty? No – prócz mnie również TVP, TVN oraz ośrodki Polskiego Radia ;)

Drugim „niedociągnięciem” (wiem, czepiam się ;) jest umieszczenie regulatora poziomu wzmocnienia końcówki wysokotonowej poniżej regulatora końcówki średnio-niskotonowej. Instalując się ze sprzętem do nagrania koncertu zespołu Wojtka Hoffmanna w Proximie okazało się, że miejsce gdzie mogłem zainstalować sprzęt nagrywający mocno wzmacnia niskie pasmo (stanowisko miałem w samym rogu przy stanowisku mikserskim). Odruchowo, nachylając się nad monitorem od przodu, nie patrząc na opisy regulatorów obniżyłem poziom końcówki wysokotonowej... bo była najniżej ;)

Trzeci problem może sprawić nieco kłopotów. Chodzi o ustawianie w miksie ostrej, przesterowanej solowej gitary elektrycznej. Na początek przyznaję się bez bicia, że pierwszym zarejestrowanym i zmiksowanym przeze mnie koncertem z gatunku ciężkiego rocka był wspomniany występ zespołu Wojtka Hoffmanna w Proximie, gdzie zagrali materiał z autorskiej płyty Hoffmanna pod tytułem Drzewa (heavy-metalowa płyta roku 2003 według plebiscytu dwumiesięcznika Gitara i Bass + Bębny). Nagranie wyszło bezproblemowo, natomiast miksowanie to tak naprawdę moja nauka i zbieranie doświadczenia. Nie ukrywam, że było ciężko... Mając już niejakie doświadczenie w miksowaniu materiałów z gatunku pop, hiphop i funky nie spodziewałem się, że praktycznie zaczynam się uczyć od początku ;) W nauce pomagał mi Przemek Ślużyński, Arek Namysłowski i sam Wojtek Hoffmann. Oto efekty zgrania materiału koncertowego – miks i master autorstwa Arka Namysłowskiego i mojego:

Małe Smutki, Duże Nadzieje 

 

W zasadzie monitory TLC Pro AMS-1 okazały się bardzo pomocne w nauce. Poza jedną sytuacją – umieszczeniem w miksie ostrej, przesterowanej gitary elektrycznej. Gdy na AMS-1 ustawiałem brzmienie i później odsłuchiwałem miks na innych monitorach lub koncertowych zestawach nagłośnieniowych o dużej mocy (np. firm RCF oraz Pol-Audio) przesterowana gitara brzmiała nieco za ostro. Nie to, że brzmienie było nie do zniesienia, ale nie o takie brzmienie chodziło przy miksowaniu... Doszliśmy do przyczyny – istotnym pasmem dla brzmienia przesterowanej solowej gitary elektrycznej jest zakres 2.5 – 3.5 kHz. By uzyskać odpowiednie brzmienie na AMS-1, w którym ten zakres jest odtwarzany przez duży głośnik średnio-niskotonowy, ustawiałem korektor o dobroci 1/2 oktawy na 3 kHz ze wzmocnieniem +1.5 dB. Na innych zestawach głośnikowych (czytaj innych monitorach lub zestawach koncertowych) gitara „wyłaziła” za bardzo do przodu. Przyczyna? Tak naprawdę nie chodziło o poziom sygnału gitary, a bardziej o barwę i charakter brzmienia. Wiadomo, że tzw. gwizdki grają ostrzejszą barwą, niż głośnik z dużą membraną. A jeśli do tego driver jest umieszczony w tubie, brzmi jeszcze ostrzej, bardziej „nosowo”. A w większości monitorów studyjnych podział pasma przebiega niżej, niż w AMS-1, czyli gdzieś na poziomie między 2 kHz a 2.6 kHz. W zestawach estradowych podział przebiega jeszcze niżej, nawet na poziomie 1.6 kHz. Automatycznie brzmienie reprodukowane przez przetworniki wysokotonowe było jaśniejsze i ostrzejsze, niż na AMS-1. Czyli miksując solowe przesterowane gitary elektryczne, po uzyskaniu pożądanego brzmienia należy włączyć na ślad korektor o dobroci 1 /2 oktawy (Q = 2) na 3 kHz ustawiony na wartość –1.5 dB. Albo... w ogóle nie ruszać tego pasma ;) I wszystko będzie OK.

Problem ten nie dotyczy gitar akompaniujących, których brzmienie wtapia się w tło miksu. Miksując różnorakie materiały, w tym również z udziałem wokalistów, instrumentów dętych czy akordeonu również nie napotkałem na podobny problem. Ewidentnie uważać należy jedynie na ostre przesterowane gitary solowe.

ImageTen fragment testu zabrzmi jak slogan z folderu reklamowego – dla mnie praca na AMS-1 była przyjemnością. Szkoda będzie odsyłać monitory do producenta – co oni zrobią z tak poobijanymi egzemplarzami ;))) Cena 3000 zł, która obowiązuje do końca roku 2004 jest bardzo atrakcyjna, ale nawet zapowiadane 3499 zł od przyszłego roku to suma nieadekwatna do jakości i wartości użytkowej testowanych monitorów. One są po prostu za tanie! Konkurentów dla AMS-1 należy szukać pośród konstrukcji kosztujących 5000 zł i więcej. I trudno będzie znaleźć monitory grające tak wyrównanym pasmem i tak nisko, jak pierwszy model TLC Pro. No właśnie – pierwszy model nowej firmy. Aż strach się bać, jakie będzie następne posunięcie TLC Pro...

W swoim domowym studiu chciałbym widzieć AeMeSy na stałe. Kto wie? Może jeszcze odrobinę zarysuję okleinę?
;)))

Radek Barczak 

Producent: TLC Pro (Tonsil)

Kontakt

jeśli brakuje Twoim zdaniem testu jakiegoś urządzenie bądź instrument, napisz do nas:

info@e-muzyk.net.pl

Reklama

Logowanie

Zaloguj
Reklama
Reklama

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Reklama
Reklama

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama