TLC Pro AMS-108.12.2004 Testy on-line - monitory studyjne
Radek Barczak & Arek Namysłowski
Tak – AMS-1 są produktem polskim (choć na obudowie znajdziemy jedynie napis Made in UE ;)). Gdy pierwszy raz usłyszałem od przyjaciela, że Tonsil będzie produkować monitory studyjne dość mocno się zdziwiłem. Ba, niemal zaśmiałem się ;) Tonsil? Monitory studyjne? Pewnie na bazie Altusów ;))) Nie... To chyba żart. Ale stwierdziłem, że „pomacać” i posłuchać – i owszem, czemu nie? Zwłaszcza, że usłyszałem, że paluszki w „optymalizowaniu” konstrukcji maczał mój wspomniany przyjaciel, a także człowiek, który jest znanym i cenionym w branży realizatorem oraz wykładowcą na wydziale reżyserii dźwięku na UAM w Poznaniu. Po tych konsultacjach skończyło się na tym, że monitory które miały kosztować ok. 2500 zł za parę wylądowały na poziomie 3500 zł za parę. Czy oznacza to, że powstały monitory mogące konkurować w „zachodnimi” konstrukcjami?
Imponujące wrażenie czyni zainstalowana elektronika.
Dość powiedzieć, że zastosowane układy wzmacniaczy operacyjnych
(BurrBrown OPA2134 i OPA134) oraz scalone końcówki mocy (TDA7294)
instalowane są zwykle w monitorach z klasy cenowej powyżej 8000 zł! Do
tego nie sposób nie wspomnieć o zaawansowanych filtrach aktywnej
krosownicy oddzielającej pasmo przetworników nisko-średniotonowego i
wysokotonowego (24 dB/okt.), filtrach grzebieniowych dolnego pasma,
oddzielnych regulacjach wzmocnienia końcówek, a także odłączenie masy. Praca na monitorach AMS-1 nie wymaga praktycznie
nauki. Po prostu – brzmią w pełnym zakresie wyrównanym pasmem! Nie
kłamią same z siebie, a do tego są jednymi z najbardziej nieczułych na
kiepskie warunki akustyczne monitorów, z jakimi miałem kiedykolwiek do
czynienia. Pasmo w pełnym zakresie jest rzeczywiście wyrównane – co
ważne, podawana przez producenta najniższa częstotliwość przenoszenia
37 Hz osiągana jest przy spadku 2 dB. Standardem jest, że najniższe
podawane częstotliwości osiągane są przy spadku minimum 3 dB (jeśli nie
więcej...). Dzięki lekkiej membranie i świetnej elektronice końcówki
bas jest punktualny i bardzo selektywny. Nastrojenie bass-reflexów
służy raczej zachowaniu równomierności pasma basowego, aniżeli
generowaniu dźwięku. Nie występują silne podmuchy powietrza tak
charakterystyczne dla wielu konstrukcji – spokojnie i... bez gogli
można pracować w bliskiej odległości od monitorów. Bas wybrzmiewa dość
szybko nie powodując komasowania się dźwięków. Nie brzmi może super
efektownie, ale... w monitorach studyjnych nie o to chodzi ;) Poza tym
zawsze można „podbić” bas za pomocą filtru bądź zwiększyć poziom
wzmocnienia końcówki średnio-niskopasmowej. Inna sprawa, że bogate
możliwości regulacji pozwalają upodobnić brzmienie AMSów również do
popularnych boom-boxów ;) Podczas prezentacji ostatecznego miksu
koncertu hiphopowej grupy Dreamland nie obyło się bez podniesienia
głośności końcówki odpowiedzialnej za dolne pasmo – i tak ma być,
nogawki mają furkotać ;) Ważne, by zadowolony był klient, a miksować
możemy (a nawet powinniśmy) przy końcówkach ustawionych „na baczność”,
czyli w zależności od charakterystyki naszych niedoskonałych
pomieszczeń studiów domowych powinniśmy zacząć od wyłapania
częstotliwości rezonansowych „reżyserki”. W moim przypadku jest to po
prostu pokój o powierzchni 22 m2 o gołych ścianach, z jedną celowo
zakupioną biblioteczką, w którą wstawiłem czasopisma muzyczne – teraz,
po przeczytaniu, służą jako wytłumienie ;)) Przy pomiarach doszedłem do
takiego ustawienia, że końcówki dolno-średniopasmowe ustawiłem na
pozycji –1 dB. I tak jest dobrze. Wszelkie regulatory są wyposażone w wykalibrowane i
wyskalowane w decybelach przełączniki obrotowe z „zaskokiem”. Do
dyspozycji mamy: Do AMS-1 można doprowadzić sygnał za pomocą złączy 3-pinowych XLR albo symetrycznych bądź niesymetrycznych złączy jack 1/4”. Zastosowano gniazdo combo XLR/jack 1/4”. Dodatkowo wbudowano wyjście sygnału umożliwiające doprowadzenie sygnału do alternatywnych zestawów głośnikowych. Należy pamiętać, by dostosować czułość wejścia do doprowadzanego do AMS-1 sygnału, gdyż pierwsze podłączenie mogłoby się skończyć uszkodzeniem naszego słuchu... bo nie głośników – AMS-1 wyposażono w dwa limitery (oddzielnie dla każdego z głośników), których załączenie jest sygnalizowane diodami z przodu obudowy, nad głośnikiem wysokotonowym. Testy monitorów AMS-1 trwały od czerwca. Wiem, że to długo, a nawet ZA długo. Ktoś nawet sobie kpił z tego na forum EiS... Ale „wybaczam” mu ;) W międzyczasie egzemplarze przedprodukcyjne w obudowach pokrytych brązową okleiną drewnopodobną zastąpione zostały produkcyjnymi, udoskonalonymi egzemplarzami (o czym ów kolega zapewne nie wiedział) w kolorze czarnym. Przez ten cały czas AMS-1 posłużyły do miksowania kilku koncertów i wielu nagrań studyjnych, w tym: • przez 2 miesiące pracowały w MM Studio (w studiu B) w trakcie nagrań muzycznych oraz lektorskich
• służyły przy nagrywaniu i miksowaniu najnowszej płyty TURBO (oto fragment utworu Pismo z nowej płyty ;)))) • podczas miksu koncertu Guitar Super Trio w składzie Marek Raduli, Jerzy Styczyński, Witold Łukaszewski poszerzonym o Wojciecha Hoffmanna • jako monitory średniego pola przy miksowaniu koncertu wypływającej na szerokie wody poznańskiej grupy Dreamland • podczas miksowania nagrań wielokrotnie nagradzanego zespołu Przed Czy Po tworzącego refleksyjno-improwizacyjną muzykę utrzymaną w kręgu piosenki aktorskiej
• jako główne monitory przy miksowaniu i masteringu nagrania koncertu Wojtka Hoffmanna z materiałem z jego autorskiej płyty Drzewa ![]() • jako główne monitory przy miksowania koncertu Fancy Group
A teraz będę mówił znowu ja ;) W międzyczasie moje domowe „studyjko” odwiedziło
wielu znajomych, w tym kilku kumpli parających się domowym nagrywaniem
i miksowaniem dźwięku. Miło było patrzeć na ich „opadnięte” szczęki,
gdy słyszeli dźwięki, których dotąd mogli się na swoich monitorach
jedynie domyślać ;) To, na co również zwracali uwagę to fakt, że
doskonale kontroluje się na AMS-1 stosowanie pogłosów. Dość stwierdzić,
że dwaj spośród odwiedzających mnie kumpli już są właścicielami AMSów.
I nadal ze mną rozmawiają ;) Istotnym elementem pracy z monitorami AMS-1 jest ich
ustawienie tak, by uszy były pomiędzy głośnikiem średnio-niskotonowym a
wysokotonowym. W tym miejscu muszę nie zgodzić się z generalnie dobrze
napisaną instrukcją obsługi (w pięciu językach, w tym i w polskim ;).
Dlaczego? W instrukcji obsługi zaleca się, by oś głośnika
wysokotonowego była na wysokości uszu – tak umiejscawiany jest mikrofon
pomiarowy w komorze bezechowej i w takiej pozycji zachowana jest
maksymalnie wyrównana charakterystyka przenoszenia. Pierwotnie tak
ustawiłem monitory, ale po jakimś (raczej dłuższym) czasie doszedłem do
tego, że nie jest to najlepsze rozwiązanie i w przypadku mojego
„studyjka” lepiej, by uszy znajdowały się ok. 2 cm poniżej głośnika
wysokotonowego. Przyczyną jest to, że stawiając monitory na biurku nie
unikniemy powstających odbić od blatu. Postawienie monitorów wyżej
sprawia, że odbicia są mniejsze, choć również występują ale nie na
tyle, by przy miksowaniu przesadzić ze środkowym pasmem, który przy
ustawieniu blisko blatu biurka „ginął”, a dodatkowo był „przykrywany”
basem... To przez to dość długo męczyłem się z miksem koncertu Wojtka
Hoffmanna – nijak nie mogłem ustawić brzmienia gitary... Ale o tym
później. W każdym razie producent powinien wziąć pod uwagę, że
idealnych akustycznie pomieszczeń jest niewiele i większość
użytkowników będzie użytkować monitory w budżetowych studiach bądź
studyjkach domowych? Odrobina realizmu! Wniosek wypływa taki, że zawsze
trzeba samemu znaleźć najkorzystniejsze umiejscowienie monitorów –
nawet, jeśli jest nie do końca zgodny z zaleceniami z instrukcji
obsługi. Mi najlepiej pracowało się z odległości nieco ponad metr od
monitorów (od 1.2 m do 1.5 m – bo w zakresie 30 cm wychyla się mój
„dyrektorski” fotel ;)))) Testując w różnych sytuacjach studyjnych oraz
posiadając jednocześnie inne modele monitorów studyjnych miałem
możliwość bezpośredniego porównania AMS-1 z konkurencją z zakresu
cenowego powyżej 5000 zł. Słuchałem więc AMS-1 razem z aktywnymi:
A.D.A.M. P22A, Genelec 1029A oraz 1030A, Mackie HR624, Event TR8 oraz z
pasywnymi JBL 4410. Bezapelacyjnie najbardziej liniowo grającym
zestawem były AMSy, choć wcale nie były najgłośniejsze. Ba... Nawet
sporo mniejsze Genelec’ki 1029A były głośniejsze – w tym subiektywnym
znaczeniu. Ale to akurat wynika z liniowości brzmienia AMS-1 – one nie
faworyzują żadnego pasma, nie są „wysilone”. I na każdym kroku pracy z
miksem i masteringiem trzeba o tym pamiętać. Bo gdy się zapomni i
zacznie myśleć „konsumenckim” brzmieniem łatwo jest np. przebasować
materiał. Ze swojej strony mogę zasugerować, by dla celów poznawczych
nagrać na dwóch przyzwoitych mikrofonach o maksymalnie wyrównanej
charakterystyce przenoszenia koncert akustyczny, a następnie miksować
dźwięk nagrany wielośladowo w oparciu o nagrane brzmienie. Herezja? Dla
wielu z pewnością tak, ale ja tak zrobiłem ;) I to działa! Oczywiście
korekta jest niezbędna, bo chociażby trzeba dołożyć nieco basu. Ale to
dobra droga do pełnego poznania brzmienia AMSów. One po prostu brzmią
tak, jak koncert bez „upiększaczy” – bez pogłosów, chorusów, delayów i
innych kompresorów oraz korektorów. To po prostu kwintesencja
naturalnego brzmienia. Należy o tym pamiętać zwłaszcza na etapie
masteringu. Nie przesadzać z basem i górką! Jak nas świerzbią paluszki,
to lepiej nie włączać np. takiego PSP MixTreble (chociaż go baaardzo
lubię ;)
Trzeci problem może sprawić nieco kłopotów. Chodzi o ustawianie w
miksie ostrej, przesterowanej solowej gitary elektrycznej. Na początek
przyznaję się bez bicia, że pierwszym zarejestrowanym i zmiksowanym
przeze mnie koncertem z gatunku ciężkiego rocka był wspomniany występ
zespołu Wojtka Hoffmanna w Proximie, gdzie zagrali materiał z
autorskiej płyty Hoffmanna pod tytułem Drzewa (heavy-metalowa płyta roku 2003 według plebiscytu dwumiesięcznika Gitara i Bass + Bębny).
Nagranie wyszło bezproblemowo, natomiast miksowanie to tak naprawdę
moja nauka i zbieranie doświadczenia. Nie ukrywam, że było ciężko...
Mając już niejakie doświadczenie w miksowaniu materiałów z gatunku pop,
hiphop i funky nie spodziewałem się, że praktycznie zaczynam się uczyć
od początku ;) W nauce pomagał mi Przemek Ślużyński, Arek Namysłowski i
sam Wojtek Hoffmann. Oto efekty zgrania materiału koncertowego – miks i
master autorstwa Arka Namysłowskiego i mojego:
W zasadzie monitory TLC Pro AMS-1 okazały się bardzo
pomocne w nauce. Poza jedną sytuacją – umieszczeniem w miksie ostrej,
przesterowanej gitary elektrycznej. Gdy na AMS-1 ustawiałem brzmienie i
później odsłuchiwałem miks na innych monitorach lub koncertowych
zestawach nagłośnieniowych o dużej mocy (np. firm RCF oraz Pol-Audio)
przesterowana gitara brzmiała nieco za ostro. Nie to, że brzmienie było
nie do zniesienia, ale nie o takie brzmienie chodziło przy
miksowaniu... Doszliśmy do przyczyny – istotnym pasmem dla brzmienia
przesterowanej solowej gitary elektrycznej jest zakres 2.5 – 3.5 kHz.
By uzyskać odpowiednie brzmienie na AMS-1, w którym ten zakres jest
odtwarzany przez duży głośnik średnio-niskotonowy, ustawiałem korektor
o dobroci 1/2 oktawy na 3 kHz ze wzmocnieniem +1.5 dB. Na innych
zestawach głośnikowych (czytaj innych monitorach lub zestawach
koncertowych) gitara „wyłaziła” za bardzo do przodu. Przyczyna? Tak
naprawdę nie chodziło o poziom sygnału gitary, a bardziej o barwę i
charakter brzmienia. Wiadomo, że tzw. gwizdki grają ostrzejszą barwą,
niż głośnik z dużą membraną. A jeśli do tego driver jest
umieszczony w tubie, brzmi jeszcze ostrzej, bardziej „nosowo”. A w
większości monitorów studyjnych podział pasma przebiega niżej, niż w
AMS-1, czyli gdzieś na poziomie między 2 kHz a 2.6 kHz. W zestawach
estradowych podział przebiega jeszcze niżej, nawet na poziomie 1.6 kHz.
Automatycznie brzmienie reprodukowane przez przetworniki wysokotonowe
było jaśniejsze i ostrzejsze, niż na AMS-1. Czyli miksując solowe
przesterowane gitary elektryczne, po uzyskaniu pożądanego brzmienia
należy włączyć na ślad korektor o dobroci 1 /2 oktawy (Q = 2) na 3 kHz
ustawiony na wartość –1.5 dB. Albo... w ogóle nie ruszać tego pasma ;)
I wszystko będzie OK. Problem ten nie dotyczy gitar akompaniujących, których brzmienie wtapia się w tło miksu. Miksując różnorakie materiały, w tym również z udziałem wokalistów, instrumentów dętych czy akordeonu również nie napotkałem na podobny problem. Ewidentnie uważać należy jedynie na ostre przesterowane gitary solowe.
Radek Barczak Producent: TLC Pro (Tonsil)
|
Kontaktjeśli brakuje Twoim zdaniem testu jakiegoś urządzenie bądź instrument, napisz do nas: LogowanieNajpopularniejsze testy
Popularne testy on-line
NAPISZ DO NAS! Jeśli brakuje w naszym wortalu testu instrumentu bądź sprzętu muzycznego którego szukasz, napisz do nas! Postaramy się przetestować urządzenie i opublikować test. |




Dobry monitor odsłuchowy jest na wagę złota. Wiadomo jednak, że mając
do dyspozycji ograniczoną sumę pieniędzy nie kupimy ideału – zwykle
kompromis ten okazuje się... bolesny. Zamiast poprawić efektywność
pracy musimy na nowo „uczyć” się nowego nabytku. By zainwestować w
naprawdę dobre monitory, trzeba dysponować sumą minimum 5000-6000 zł.
Ten stan rzeczy postanowili zmienić chłopacy z TLC Pro – wyodrębnionego
zespołu pracującego w firmie Tonsil Polska Sp. z o.o.
TLC Pro tworzy na stałe trzech młodych zapaleńców, którzy postanowili
wykorzystać potencjał laboratoriów oraz doświadczenie konstruktorów
firmy Tonsil do tworzenia monitorów studyjnych i zestawów
audiofilskich. „Głową” projektu jest dr Grzegorz Matusiak. Pierwszym
produktem są właśnie AMS-1 – prace od rozpoczęcia projektowania do
ukazania się pierwszej produkcyjnej serii trwały niemalże dwa lata. W
efekcie powstały monitory, których konstrukcja jest przemyślana,
dopracowana i kompletna (a nawet nad-kompletna ;). Zupełnie nie sprawia
wrażenia, że jest to pierwszy produkt nowej firmy...
Precyzja wykonania i spasowania wszystkich elementów jest na światowym
poziomie – i nie mam tu na myśli poziomu „chińskiego”, a poziom
europejski bądź amerykański. Obudowa z dwoma otworami bass-reflex
wykonana jest z płyty MDF o grubości 20 mm. Duży plusik za
zainstalowanie portów bass-reflex z zaokrąglonymi wylotami – nawet przy
badaniu sygnałem sinusoidalnym nie powstają żadne dodatkowe
przydźwięki. Wnętrze obudowy jest dwukomorowe – z separowaną komorą na
elektronikę przymocowaną to tylnej płyty. Komora głośnikowa została
wyłożona grubą warstwą waty wytłumiającej.



Oto komentarz Arka Namysłowskiego z pracy na AMS-1 w MM Studio
Jeśli miałbym się czegokolwiek czepiać, to...
dopatrzyłem się trzech niedociągnięć producenta monitorów AMS-1.
Pierwsza to dość wrażliwa na uszkodzenia okleina – na nagrania
ważniejszych koncertów zabierałem AMSy ze sobą i niestety częste
pakowanie, rozpakowywanie i oczywiste w sytuacjach bojowych przypadkowe
uderzenia o kanty i wystające elementy sprawiły, że w kilku miejscach
obudowy zostały delikatnie zarysowane, a uderzenie kantem obudowy
zakończyło się delikatnym nadkruszeniem okleiny (pewnie robię widły z
igły ;)). Prawda jest taka, że powinienem wozić monitory w specjalnie
zrobionych case’ach... No, ale kto wozi ze sobą monitory na koncerty?
No – prócz mnie również TVP, TVN oraz ośrodki Polskiego Radia ;)
Ten fragment testu zabrzmi jak slogan z folderu reklamowego – dla mnie
praca na AMS-1 była przyjemnością. Szkoda będzie odsyłać monitory do
producenta – co oni zrobią z tak poobijanymi egzemplarzami ;))) Cena
3000 zł, która obowiązuje do końca roku 2004 jest bardzo atrakcyjna,
ale nawet zapowiadane 3499 zł od przyszłego roku to suma nieadekwatna
do jakości i wartości użytkowej testowanych monitorów. One są po prostu
za tanie! Konkurentów dla AMS-1 należy szukać pośród konstrukcji
kosztujących 5000 zł i więcej. I trudno będzie znaleźć monitory grające
tak wyrównanym pasmem i tak nisko, jak pierwszy model TLC Pro. No
właśnie – pierwszy model nowej firmy. Aż strach się bać, jakie będzie
następne posunięcie TLC Pro...


















