Reklama
Reklama

Roland Juno Stage - 128-głosowy syntezator 76 klawiszy na scenę z odtwarzaczem MIDI SMF, mp3 i WAV

Testy on-line - instrumenty klawiszowe

ImageMogłoby się wydawać, że producenci nie są w stanie nas zaskoczyć niczym nowym, jeśli instrument bazuje na znanych rozwiązaniach. No, chyba że niską ceną. Ale czy można stworzyć naprawdę interesujący instrument korzystając ze znanych, powszechnie używanych podzespołów i elementów? Roland Juno Stage ma być odpowiedzią na to pytanie.

Radek Barczak

Image

No więc można czy nie? Można! Wystarczy posłuchać, jakie są potrzeby muzyków. Nie oczekiwania działu marketingu, tylko muzyków korzystających z instrumentów. Do tej pory miałem wrażenie, że instrumenty projektują ekonomiści – śrubka taka a nie inna, bo ta jest tańsza, nie za dużo podświetlanych przycisków, bo są droższe o 2 centy od niepodświetlanych, nie za duży wyświetlacz i co najważniejsze – pod żadnym pozorem z nowym układem informacji, bo informatycy są drodzy! Na koniec wkraczali marketingowcy i pilnowali, żeby przypadkiem nowy instrument nie był zbyt dobry, żeby za dwa lata można było wyprodukować na tych samych podzespołach „nowy” instrument zmieniając kilka detali i dokładając nieco ROMu. I kolejne modele stanowiły wartość wynikową zaprojektowanej linii wznoszącej, ustalonej na bazie kompromisu między zyskiem i... pogorszeniem postrzegania marki. Tymczasem Roland zbudował Juno Stage. Instrument, który ma wszystko, czego potrzebuje muzyk do pracy na scenie.

Image

Kto Wam powie, który instrument jest dobry do grania na scenę? I proszę w tym miejscu - bez obrazy... Nie krytykuję i nie wartościuję w tym miejscu muzyków, lecz staram się określić, dla jakiego grona muzyków testowany Roland Juno Stage jest idealny. I kto powinien taki instrument testować. Czy może wiarygodnym testem byłby taki, który napisze pasjonat-amator, który stał się zrządzeniem losu (czyli brakiem kompetentnej osoby w redakcji) redaktorem mającym możliwość kształtowania opinii branży muzyków, lecz sam potrafi zagrać trzy akordy na krzyż u cioci na imieninach? Ten instrument można oczywiście sprawdzić w studiu domowym, opisać jego funkcje z instrukcją obsługi. A ja powiem – NIE. Prawdziwy test może się odbyć tylko na scenie. Na scenie i w studiu. Poniższe uwagi są wynikiem ponad miesięcznej pracy na Roland Juno Stage dwóch muzyków w różnych warunkach i sytuacjach scenicznych.

Image

 

Co jest potrzebne w instrumencie dla podróżującego artysty, grającego – zaznaczam - na klawiszach? Klawiatura, większa niż 5 oktaw, bo te 5 oktaw powoduje wrażenie gry w budce telefonicznej. Z drugiej strony biorąc pod uwagę zdrowie naszego głównego elementu kostnego – kręgosłupa – dobrze było by, żeby instrument był lekki. Znam wielu młodych muzyków, którzy kupują sobie dużego 88-klawiszowego doważonego potwora, pakują go w profesjonalny kejs i mają 40 kg do dźwigania. BŁĄD! W studiu – ok, w domu – ok. Ale nie na trasę, gdy nie masz technicznego. Nawet, jeśli kejs ma kółka z jednej strony, to dalej jest to 40 kg. Jeśli dużo podróżujesz, grasz sztuki objazdowe, klubowe, a jeszcze nie masz dźwigając takiego potwora 40-koligramowego kłopotów z kręgosłupem, to się ciesz i szybko kupuj coś lżejszego. Życie nie kończy się na 30. czy 40. A dźwiganie ciężkich instrumentów niszczy kręgosłup, który ma Ci służyć do końca życie. Zapytajcie Wojtka Karolaka (dzień dobry, Panie Wojtku, Wojtku :-)) dlaczego nie jeździ na koncerty ze swoim Hammondem B3, tylko z lekką klawiaturą.

Image

 

Reasumując – szukamy instrumentu o większej klawiaturze niż 5 oktaw, ale lekkiego. Czyli najlepiej 76 klawiszy z układem takim, jak w starych poczciwych Fender Rhodes – czyli w dole od E. Roland Juno Stage ma taką, częściowo doważoną nawet. I super w „taczu” (czyli w „dotyku”). Można i przyłożyć, i zagrać piano, a za chwilę bez odzierania sobie naskórka palców zagrać glissando. O ile w wielu „niskobudżetowych” syntezatorach montuje się klawiatury wątpliwej jakości, to w Roland Juno Stage to kawał solidnej klawiatury. I instrument waży poniżej 10 kg!

Image

Co dalej? Naturalną rzeczą jest, że instrument dla klawiszowca do pracy na scenie musi mieć bogaty wybór dobrych barw. No, chyba że jesteś pianistą korzystającym z 3 barw na krzyż: Grand Piano, Electric Piano i Organ :-) No, 88-klawiszowy w pełni zsamplowany fortepian też w Juno Stage jest. Ale jeśli pełnisz rolę aktywnego klawiszowca, tworzysz podkłady harmoniczne i barwowe łącząc piana z padami, syntetyczne barwy z sekcjami dętymi itd. itp., to wybór musi być bogaty. I w Roland Juno Stage jest bogaty – ponad 1200 barw bazujących na 128 MB próbek (po rozkompresowaniu, bo w ROMie sample są przechowywane w postaci skompresowanej). Co więcej, to barwy z serii Fantom. A Fantom to pierwsza liga światowa. No, ale przecież każdy z nas ma nieco odmienne potrzeby. W artrocku przydałyby się barwy orkiestrowe, w funky ciekawe basy syntetyczne i efekty, w popie fajne chórki. Dlatego w Roland Juno Stage można zainstalować dodatkowo dwa rozszerzenia barwowe serii SRX. A jest w czym wybierać - oto lista rozszerzeń Rolanda.

Image

Polifonia 128 głosów jest co najmniej wystarczająca.Co do wyboru barw – w warunkach studyjnych fortepian – ten „główny” wydał mi się niedoskonały. Nie jest to to samo, co w RD700GX czy Fantom G8. Miałem możliwość bezpośredniego porównania fortepianu Juno Stage z Roland RD300GX. W Juno Stage fortepian jest na wstępie ciut jaśniejszy w brzmieniu. Szybciej dochodzą w ataku i wybrzmieniu do głosu harmoniczne. W solowym graniu chwilami ma się ochotę skorygować to korektorem – z prawej strony panelu są gały z głównym korektorem, a do tego z regulacją pogłosu. Ale na scenie, w grze z bandem okazuje się, że TO JEST TO! Fortepian jest czytelny, słyszalny, bez potrzeby „walenia” w klawisze.

Image

 

Elektryki tradycyjnie w Rolandach są genialne. Są i łagodne, i chrapliwe, subtelne i zadziorne. Do wyboru, do koloru. I jest tego naprawdę sporo. Spory udział w kreowaniu brzmienia mają dodatkowe procesory efektów – prócz globalnych procesorów pogłosowego i chorusa mamy 3 niezależne super multi eFiXy udostępniające praktycznie każdy typ efektu, włącznie z lo-fi, chorusem 3D, przesterami, enhancerami, czy klasycznymi delayami i efektami modulacyjnymi.

Image

 

Jedno się Rolandowi w Juno Stage nie udało. Zmiana barwy powoduje ucięcie wybrzmienia. Na scenie trzeba o tym pamiętać i zmieniać barwy z tą świadomością. Przy wszystkich staraniach Rolanda by uczynić z Juno Stage idealny instrument na scenę to wydaje się być największa skuchą.

Image

Bardzo fajnie i żywo brzmią wszelkie barwy analogowych syntezatorów. Zawdzięczają to m.in. funkcji Analog Feel pozwalającej określić losowe odstrojenie mające imitować niestabilność generatorów „analogowych”. Działa to bardzo fajnie. Na pewno nie zastąpi prawdziwego analoga, ale zwiększa autentyczność brzmienia. A na fajnie brzmiącym instrumencie, gdy zachodzi swoista interakcja między brzmieniem, słuchem, wyobraźnią i łapkami (po środku oczywiście jest mózg :-)) fajnie się gra. I poznaje nowe rejony swoich możliwości. Niektórzy nazywają to weną. W moim mniemaniu fajny instrument bywa lepszym źródłem weny, niż na przykład kolejna przelotna miłostka. Zwłaszcza, gdy ma się swoje lata i jest się zdeklarowanym monogamistą :-)

Image

Ale idąc dalej – klawiszowiec jest zwykle we współczesnych kapelach odpowiedzialny na wyzwalanie sampli, zwykle korzysta też z loopów, sekwencera w laptopie, a perkusiście jakoś trzeba podać click metronomu. Ale jak zsynchronizować metronom z klawiszowcem i jego loopami? Najprościej odwrócić sytuację. To klawiszowiec powinien podawać perkusiście click metronomu. I tak też jest w Roland Juno Stage, który został wyposażony w oddzielne wyjście metronomu :-) Kolejny plusik.

Image

A co gdy pałkera nie ma? Na recitale z wokalistką, gdy budżet sztuki to zwykle 300 – 500 zeta (przynajmniej w Poznaniu grać taniej to już dumping i psucie rynku), nie ma sensu brać większego składu. A z jakimś delikatnym podkładem perkusyjnym grało by się lepiej. Co, brać automat perkusyjny? Nie. Mając Roland Juno Stage problem można rozwiązać na trzy sposoby.

Image

Po pierwsze, jest automat perkusyjny, i to niezły, z 6 wariacjami. W pamięci jest 256 patternów gotowych i miejsce na 256 patternów własnych (!). W połączeniu z edytorem komputerowym jest to BAJKA. A brzmienia bębnów rodem z Fantoma to nie przelewki. Są świetne, zwłaszcza że przejęto sposób zaprogramowania tomów (po 2 klawisze), co pozwala zagrać lub wbić w instrument i odtworzyć bardzo autentycznie brzmiące tomy, bez uciętego wybrzmienia przy podwójnym uderzeniu (!).

Image

 

Drugi sposób, to odtworzyć podkład perkusyjny z MIDI. Wystarczy wgrać na Ped Drive'a pliki SMF (format 0 lub 1) i odtworzyć. Można oczywiście odtworzyć nie tylko bębny, ale cały „podkład”. Pełnokrwistego MIDa. A że Roland Juno Stage jest kompatybilny z General MIDI 2 (GM2), to bez większych przygotowań możemy opracować na szybko repertuar choćby w oparciu o sklep internetowy MIDI SMF karaoke Utworki.pl.

Image

Jest też trzeci sposób – z Pen Drive'a możemy odtworzyć także pliki audio w formatach WAV, AIFF lub mp3! Ten plik nie musi mieć tylko bębnów. Może mieć nagrane w domowym studiu przeszkadzajki, saksofon czy choćby solówkę na grzebieniu :-) Wszystko dostępne z Pena. Podczas jednej ze sztuk wykorzystałem nagrany na koncercie „podkład” ze śladami perki, basu i gitary, a dogrywałem tylko piano z wokalistką podłączoną do Roland Juno Stage. Na pokładzie instrumentu jest również swoisty Korel Sound - funkcja Center Cancel wycina wokal (czy inny solowy głos) pod warunkiem jednak, że wokal jest stricte centralny. W miksie w samym środku. Działa to tak se, chociaż przy odpowiednio dobranych utworach można uzyskać atrakcyjny efekt brzmieniowy. Inna sprawa, że w większości współczesnych utworów wokal jest tyle razu dublowany i rozbijany po kanałach i do tego efektowany, że o zastosowaniu Center Cancel można od razu zapomnieć.

Image

 

Tak – Roland Juno Stage ma możliwość podłączenia mikrofonu. I to także pojemnościowego, wymagającego zasilania Phantom. Przedwzmacniacz jest jaki jest – nie szumi, brzmi obojętnie co w tanich układach jest zaletą (nie sądzę, by w klawiszu montowali studyjnej klasy preampy). No i mamy dla wokalu pogłos. Wystarczy więc na sztukę wziąć Juno Stage, mikrofon i kabel mikrofonowy. No i wokalistkę (bo ja nie śpiewam, żeby nie razić swoim baranim tenorem...). Nie potrzeba miksera, preampu, procesora efektów. Jest w sumie super, z jednym zastrzeżeniem. W sytuacji, gdy w klubie jest zamontowane tanie oświetlenie sceniczne z PARami i z dimmerem (czyli po naszemu „ściemniaczem” :-)) wszelkie pośrednie położenia suwaków dimmera „właziły” brumem i skwierczeniem na mikrofon. A właściwie na preamp w Juno Stage. Normalnie szok. Jest rozwiązanie w miarę proste, ale wymagające inwestycji. Zastosowałem najprostszy preamp ART TubePre do którego podłączyłem mikrofon, a wyjście preampu podłączyłem do Juno Stage. I brum zniknął. Insza inność, że wcześniej, w knajpie w której instalacja oświetleniowa była wykonana solidnie, w oparciu o profesjonalne urządzenia, tego problemu nie było. Ale nie zawsze wiemy, co nas spotka na wyjazdowej sztuce... Więc lepiej się zabezpieczyć inwestując w prosty preamp.

Image

 

Roland Juno Stage ma znacznie więcej funkcji. Świetnie sprawdza się podczas pracy na scenie i w robieniu „szoł” – na pokładzie jest kontroler na podczerwień. Można więc kształtować punkt odcięcia filtru nawet głową :-) Z prawej strony jest na szybko dostępna sekcja gał z podstawowymi parametrami obwiedni i filtracji. Z lewej, przy joysticku Pitch Bend / Modulation są klawisze switch załączające dodatkowe funkcje barw, jak choćby oktawer czy dodatkowy efekt. Jednym ruchem można zmienić na szybko brzmienie barwy na scenie.

Image

 

Instrument został również wyposażony w arpeggiator. I to nie tylko z „klasycznymi” przebiegami typu Up4, Up2-Down4, ale również z „inteligentnymi” przebiegami akompaniującymi dostosowanymi na przykład do zagrywek a'la gitara. No i jest funkcja Chord Memory – proszę o wybaczenie, ale nie pojmuję idei tego wynalazku. Bo po co mam zapisywać przebieg akordów i później go odtwarzać w kółko? W celach improwizacji? Może. Mnie ta funkcja nie przekonuje.

Image

 

Wyświetlacz jest duży, do tego mamy LEDowy wyświetlacz cyfrowy informujący o numerze programu. Menu jest zaprojektowane czytelnie, w sposób oczywisty się można poruszać po menu bez zaglądania do instrukcji obsługi (zajrzałem tylko raz, szukając sposobu włączenia wokodera dla wokalu – nota bene, można sobie podarować ten efekt, bo jest po prostu pośledniej jakości i nie wnosi nic ciekawego...). Programowanie barw zbudowanych z 4 płaszczyzn multipróbek na wyświetlaczu dla osób pamiętających czasy dwulinijkowych wyświetlaczy rodem z E-mu Morpheus czy Ensoniq TS10 jest prościzną. Ale współczesna młodzież przyzwyczajona do laptopów będzie marudzić, choć Roland pokusił się nawet o tryb graficznych wizualizacji obwiedni, LFO i innych funkcji. Dla leniuchów jest więc edytor komputerowy do edycji barw. Wszystko prezentowane na dużym ekranie, z oddzielną zakładką dla każdego z bloków syntezy. Nie potrzeba nawet interfejsu MIDI w kompie, bo Juno Stage komunikuje się za pomocą USB oferując do tego funkcjonalność oddzielnego interfejsu MIDI dla programów sekwencerowych. Zresztą, w komplecie DARMO dokładany jest SONAR w wersji LE. Wystarczy? ;-)

Image

Kumpel wziął Roland Juno Stage na dwie sztuki rockowe, wcześniej przygotowując sobie zestawy barw do wykorzystania. Zwrócił uwagę na to, że transpozycja jest fajnie rozwiązana – z panelu jest dostępna zarówno oktawowa, jak sekundowa. I faktycznie działa szybko. Klawiaturę można dzielić (SPLIT) oraz łączyć dwie warstwy (DUAL). Ustalenie punktu podziału jest również szybkie i proste – wystarczy dłużej przycisnąć klawisz SPLIT i wcisnąć klawisz, gdzie ma być punkt podziału.

Image

 

Sławek wychwycił w trakcie przygotowań do koncertów jeszcze jeden mankament Juno Stage. Dotyczy to barw organowych – wiele z nich używa w kształtowaniu brzmienie procesora efektów z efektem np. Distortion. Przełączając z barwy sekcji smyczkowej o pożądanym poziomie głośności na jakiegoś rockowego hammonda można... uszkodzić sobie słuch lub zestaw nagłośnieniowy. Albo i jedno, i drugie. Barwy organowe fabrycznie są ZA GŁOŚNE. I najlepiej zaprogramować sobie własne, ze zmodyfikowaną głośnością.

Image

Świetnie sprawdziły się w materiale koncertowym podkładowe barwy PAD, zarówno te klasyczne, stateczne, jak cegły stabilne, jak również te udziwnione, z szeleszczącymi i mieniącymi się różnymi kolorami. Doskonale sprawdza się na żywca sekcja gałek odpowiedzialnych za regulację obwiedni oraz rezonansu i punktu odcięcia filtrów. No i wybór PADów jest ogromny.

Image 

Godne uwagi są również barwy instrumentów akustycznych. I to zarówno gitar (świetne są gitary akustyczne i klasyczne), jak smyczków. Choć w tym przypadku zarówno moim zdaniem, jak Sławka Juno Stage daleko do PC3X Kurzweila. Zawodzą za to nieco sekcje dęte w Juno Stage. Brzmią dość... sztucznie, metalicznie. Ale w razie potrzeby można zainstalować odpowiednie rozszerzenie barwowe :-) Godne uwagi są natomiast wszelkie barwy instrumentów etnicznych, których wybór jest naprawdę spory.

Oto przykłady dźwiękowe i sample Roland Juno Stage (pliki mp3, stereo, 224 kbps).

Roland Juno Stage - Grand Piano

Roland Juno Stage - Grand Piano

Roland Juno Stage - Grand Piano + PAD

Roland Juno Stage - Electric Piano

Roland Juno Stage - Electric Piano + Drums

Roland Juno Stage - Electric Piano + Drums

Roland Juno Stage - Strings

Roland Juno Stage - PAD

Roland Juno Stage - różne

Roland Juno Stage - wokoder

Roland Juno Stage - Drums

 

Image

 

ImageSpośród wszystkich instrumentów dostępnych na rynku, Roland Juno Stage jest w największym stopniu instrumentem przygotowanym do pracy na scenie. Łączy wszystkie cechy, które taki klawisz powinien posiadać. Wadę w zasadzie ma tylko jedną – ucinanie wybrzmienia barw przy zmianie programu. Jeśli sobie z tym poradzimy i zaakceptujemy ten fakt, to na dzień dzisiejszy nie ma równie dobrze wyposażonego, równie uniwersalnego, równie lekkiego i mającego tak duże możliwości rozbudowy klawisza na rynku. Grasz na scenie? Musisz spróbować Rolanda Juno Stage.

Dystrybutor: Roland Polska

Kontakt

jeśli brakuje Twoim zdaniem testu jakiegoś urządzenie bądź instrument, napisz do nas:

info@e-muzyk.net.pl

Reklama

Logowanie

Zaloguj
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Reklama
Reklama

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama