Kurzweil PC3 LE7 - workstation i ROMplayer z najlepszymi barwami Kurzweil i częściowo doważoną klawiaturą 76 klawiszy18.10.2010 Testy on-line - instrumenty klawiszowe
Robert Bart Wybór padł na klasykę. Rozpocząłem polowanie na takie instrumenty, jak Roland JV1010, Korg X5DR, Alesis QS, Ensoniq SQ2 oraz Kurzweil K2000R. To zestaw gwarantujący na tyle szeroki przegląd barw, że ze spokojem można się skupić na kompozycji i aranżacji. A przy tym na tyle niedrogi, że szanowna małżonka nawet nie zauważyła niektórych ruchów na koncie :-) Najgorzej było z K2000R – chciałem kupić od razu z rozszerzonym bankiem orkiestrowym. W Polsce trudna sprawa, a jakoś do ebaya nie mam przekonania. W sukurs przyszła nasza redakcja gdy się dowiedziałem, że do testów trafił Kurzweil PC3 LE w wersji z 76-klawiszową klawiaturą. Natychmiast go zaanektowałem :-) Jaki dziwny jest ten świat... Biblioteki barw takich firm jak Roland, Korg czy Yamaha sięgają we współczesnych instrumentach setek megabajtów sampli. W takim Yamaha MOTIF XF ma być ponad 700 MB próbek. A Kurzweil? Podobnie, jak w modelach K2500 i K2600 oraz PC3, w testowanym PC3 LE znalazło się „zaledwie” 48 MB pamięci ROM, w której zawarto kompletne biblioteki sampli znane z klasycznych instrumentów Kurzweil. Prócz tego mamy oczywiście doskonały moduł modelowanych wirtualnych organów elektromechanicznych KB3 oraz modelowany wirtualny analog VL1. I to wystarcza, żeby móc konkurować z nadmuchanymi gigantami Rolanda czy Korga? Ano tak. Ale nie we wszystkim, o czym za chwilę. Zacznijmy od tego, że instrument jest wykonany bardzo solidnie. Płyta czołowa, tylna i podstawa instrumentu są wykonane z dość grubej giętej blachy, natomiast boczki są z twardego tworzywa sztucznego. Tym samym Kurzweil PC3 LE taki całkiem „LE” nie jest... Jako klawisz pomyślany „w trasę” waży 17 kg, a nie mamy tu klawiatury młoteczkowej, a jedynie częściowo doważoną fatarowską TP-8. No właśnie. Klawiatura w pierwszej chwili nie sprawiła na mnie dobrego wrażenia. Ma pełne „fortepianowe” klawisze z częściowym doważeniem, bez mechaniki młoteczkowej. To doważenie zrealizowano za pomocą sprężyn, które generują stałe obciążenie klawisza – tym większe, im głębiej wciśnięty jest klawisz. W dobrej klawiaturze młoteczkowej jak już „przeważymy” młoteczek, to nie obciąża on już tak mocno klawisz. W przypadku klawiatury PC3 LE7 to obciążenie w chwili wciśnięcia klawisza jest permanentne. Jednak „im głębiej w las” tym bardziej się przyzwyczajałem do klawiatury. Po kilku godzinach grania całkowicie ją zaakceptowałem. To jedna z najlepszych częściowo doważonych klawiatur. Jedną z podstawowych zalet tej klawiatury jest sposób odpowiedzi na barwy.
Kurzweil PC3 LE7 to w zasadzie workstation – połączenie klawiatury z funkcjami masterkeyboardu, modułu dźwiękowego i sekwencera. Sekwencer w porównaniu do „pełnego” modelu PC3 jest nieco uboższy, gdyż oferuje 16 ścieżek zamiast nielimitowanej ilości ścieżek. Ale już pod względem funkcjonalnym mamy dokładnie te same możliwości, jak również wysoką rozdzielczość (960 TPQN) Na pewno Kurzweil PC3 LE7 nie dorównuje jakością barwy fortepianu solowego współczesnym konstrukcjom japońskiej konkurencji. Fortepian jeszcze rodem z rozszerzenia Stereo Piano ROM dla K2000 i K2500 bazuje na 12 MB próbek. W aranżach, w gęstej fakturze zaprogramowane barwy brzmieniowo doskonale się „kleją”, mają swoje pasmo i sprawdzają się doskonale. Ale w grze solowej lub niezbyt rzadkiej fakturze aranżacyjnej fortepian z Kurzweila niekoniecznie może się mierzyć z barwami choćby takich gigantów jak Roland RD700 NX i RD700 GXF, czy Clavia Nord Piano. Poza tym w Kurzweilu nie ma takich niuansów brzmienia fortepianu, jak rezonans strun, odgłos pracy mechaniki pedału, młoteczka, nie ma pełnego wybrzmienia naturalnego tylko zapętlenie, a do tego barwy są zaprogramowane tak, że najlżejsze nawet wciśnięcie klawisza i tak wydobywa dźwięk. Reasumując – Kurzweil PC3 LE7 nie jest konkurentem dla profesjonalnych stage piano czy rozszerzeń fortepianowych japońskiej konkurencji. To gdzie w takim razie PC3 LE7 może konkurować? W aranżach. Kurzweil PC3 LE7 jest doskonałą maszyną kompozytorsko-aranżacyjną. Na pokładzie mamy ponad 1050 barw. Gdy zestawić pojedyncze barwy takiego MOTIFa z PC3 LE, to okazuje się, że wiele barw Yamahy brzmi atrakcyjniej. Solo i z efektami. A teraz... w MOTIFie wyłączmy efekty, w tym kompresory wielopasmowe i korektory. I co? Już nie jest tak różowo... Ale dalej jednak w sporej części barw solo, brzmienie wypada na korzyść japońskiego konkurenta. A teraz spróbujmy nagrać aranż. I nagle okazuje się, że PC3 LE7 bez żadnej dodatkowej edycji wypada znacznie lepiej. Od początku aranż na barwach PC3 LE7 żre, a na barwach MOTIFa robi się chaos i kołomyja... O co tu chodzi? Na przestrzeni lat specjaliści produkujący sample i barwy dla Kurzweila tak je zaprogramowali, że już na wstępie są „podcięte” częstotliwościowo. Basy mają delikatnie podcięty zakres 200 – 350 Hz i nieco podniesioną górkę, piana elektryczne mają podniesiony zakres częstotliwości średnich, PADy nie walą środkiem, leady mają podbicie wysokiego środka, smyczki są zrównoważone i nie przebasowane itd. W efekcie tworząc aranżacje nie ma konieczności walczenia z każdą ze ścieżek oddzielnie pod kątem wpasowania jej w ogólny zakres częstotliwości. Barwy oferowane w instrumentach japońskich konkurentów solowo brzmią lepiej, ale w gąszczu aranżacyjnym trzeba poświęcić więcej czasu, żeby zapanować nad wszystkim. Cieszy, że wiele z barw zostały tak zaprogramowane, że od razu z panelu za pomocą gałek możemy regulować najpotrzebniejsze parametry. Dziwi tylko fakt, że gałki działają „w drugą stronę”. O co chodzi? Przykładowo punk odcięcia filtru przy maksymalnym wychyleniu w prawo ma wartość minimalną, zaś przy wychyleniu w lewo... maksymalną. Na opak :-) Coś się komuś pomyliło. Ale można z tym żyć... Doskonała jest sekcja organów elektromechanicznych KB3. Od razu na wierzchu mamy poszczególne głosy za pośrednictwem gałek. Poza tym również sterowanie wibratem, chorusem i emulacją wirującego głośnika jest udostępniona za pośrednictwem przełączników (górny rząd). Natomiast o brzmieniu barw organowych można mówić w samych superlatywach – są nawet bardziej autentyczne, niż we współczesnych emulacjach w instrumentach Hammond-Suzuki. Dlaczego? Bo w brzmieniach organowych Kurzweila jest więcej „brudu”, charakteru i zadzioru.
Równie genialnie wypadają barwy pian elektrycznych, świetnie prezentują się klawinety, basy są klasą dla siebie. Syntetyczne barwy są niezłe, ale mam wrażenie niedomiaru w barwach typu PAD. Sekcje smyczkowe są za to znamienite, podobnie jak brassy i bębny. Kunszt twórców sampli i programistów barw Kurzweila najlepiej objawia się jednak przeglądając barwy orkiestrowe, których wybór w PC3 LE7 jest prześwietnie szeroki. I to mnie w sumie najbardziej interesuje :-) Mamy nie tylko pojedyncze instrumenty czy sekcje, ale także niezwykle dynamiczne wielowarstwowe barwy łączonych sekcji smyczkowych czy całych składów orkiestrowych, gdzie w zależności od dynamiki gry odzywają się nam różne barwy składowe. Doskonałą opcją jest przydzielenie wartości Aftertouch zwiększania głośności barwy – pozwala to na tworzenie crescendo przy trzymanych dźwiękach. Te programy świetnie prezentują potencjał modułu dźwiękowego, który aż prosi się o wykorzystanie przy tworzeniu własnych barw. I tu następuje zonk. Nie da się póki co tworzyć własnych barw. Tryb edycji barw jest w PC3 LE7 ograniczony do definiowania podstawowych parametrów barwy jak poziom wzmocnienia, konfiguracja efektów, arpeggiatorów i środowiska kontroli m.in. za pośrednictwem potencjometrów – i to wszystko. Nie ma dostępu do wyboru składowych warstw multipróbek, obwiedni, filtrów czy algorytmów V.A.S.T.. Jedyną możliwością edycji będzie przygotowywany przez Sound Tower. Dopiero wówczas zyskamy dostęp do potężnego silnika Kurzweila, bowiem we wnętrzu PC3 LE7 kryje się pełnowartościowy syntezator V.A.S.T. Z ponad 100 algorytmami (!) przetwarzania. Tylko czy oprogramowanie dla PC3 LE będzie udostępniać te elementy? Czas pokaże. Kurzweil PC3 LE7 jest zdecydowanie zwierzęciem scenicznym. Na panelu mamy dostęp do szybkiego tworzenia 2-warstwowych barw z opcją nakładania warstw na siebie (Layer) i podziału klawiatury (Split). Wszystko trwa dosłownie 3 sekundy. Prócz tego prostego trybu mamy do dyspozycji programy SETUP pozwalające stworzyć strukturę nawet z 16 programów barw (!), przy czym dla każdej strefy (ZONE) określamy niezależnie zakres aktywności na klawiaturze, względem Velocity, definiujemy głośność, panoramowanie, transpozycję a także aktywność na poszczególne elementy sterowania (kółka Pitch Bend, Modulation, pedały kontrolne, gałki i switche). Świetnym uzupełnieniem potencjału brzmieniowego PC3 LE7 jest 16 arpeggiatorów (max 2 na barwę), które oferują nie tylko klasyczne przebiegi Up, Down Up&Down itd., ale również rozbudowane palety przebiegów orkiestrowych w różnych układach, przewrotach i trybach. Nie brakuje też fajnych rytmicznych układów, niemniej osobiście nie przepadam za arpeggiatorami... Jakoś wolę sam wszystko zagrać :-) Dodatkowym elementem do wykorzystania jest możliwość przypisania do wybranych zakresów klawiatury 16 riffów (max. dwóch na barwę) bazujących na zapisanych w pamięci sekwencera fragmentach, które mogą pracować w trybie jednokrotnego odtworzenia bądź zapętlenia. Na pokładzie mamy również sekwencer – 16 ścieżek z komputerową dokładnością (960TPQN). Obsługa nie zmieniła się od czasów K2000. Mamy więc pełną obsługę funkcyjną, ale brak interfejsu graficznego. Kiedyś sekwencer z K2000 i Emu Emulatora IV był szczytem marzeń. Teraz może okazać się przydatnym notatnikiem pomysłów, gdyż przygotowanie sekwencji do nagrywania trwa faktycznie bardzo szybko. Kurzweil PC3 LE7 jest z punku zintegrowany z komputerem przez złącze USB, które może być wykorzystywane jako interfejs MIDI. Trochę szkoda, że nie są widoczne nazwy programów np. w Apple Logic – trzeba niestety własnoręcznie stworzyć sobie „środowisko” dla PC3 LE, choć po podłączeniu instrumentu od razu jest widoczny port USB, nazwa Kuzweil PC3 LE pokazuje się na liście. Pokazują się również banki i numeracja barw, ale niestety bez nazw programów. Bez wątpienia brzmienie Kurzweila PC3 LE7 nie byłoby tak atrakcyjne, gdyby nie rozbudowany procesor efektów. Mamy więc dwa tory systemowych efektów oraz 10 efektów insertowych. W stosunku do PC3 X jest więc o 6 insertów mniej, niemniej w aranżach w większości przypadków brak nie jest odczuwany. Wybór efektów jest przeogromny i absolutnie kompletny. Również co do jakości nie można mieć żadnych zastrzeżeń – pełen profesjonalizm. Oto przykłady dźwiękowe - solowo grane "z łapy" barwy (orkiestrowe również). Kurzweil PC3 LE7 - fortepiany (mp3 28 MB)
Kurzweil PC3 LE7 - piana elektryczne (mp3 30 MB)
Kurzweil PC3 LE7 - gitary (mp3 5 MB)
Kurzweil PC3 LE7 - organy KB3 (mp3 5 MB)
Kurzweil PC3 LE7 - basy (mp3 8 MB)
Kurzweil PC3 LE7 - barwy orkiestrowe (mp3 52 MB)
Kurzweil PC3 LE7 - zestawy perkusyjne (mp3 13 MB)
A oto spostrzeżenia Jacka Skowrońskiego, który przez klika dni „opiekował się” PC3 LE7 zgrywając swoje aranżacje na stronę internetową.
*** Klawiatura - moim zdaniem w kategorii półważonych klawiatur najlepsza z jaką miałem do czynienia. Klawiatura jest raczej cięższa niż lżejsza . Nawet pianista się nie wywróci. Poza tym cenne jest, że w wersji 76-klawiszowej jest klawiatura z pełnymi klawiszami, czego nie ma instrumentach japońskich producentów. Co do brzmienia - wszystkie dobrze wykonane, znalazłem zaledwie 3 źle zapętlone próbki (na wybrzmieniu), ale szczególnie zapadły mi w pamięć piana elektryczne, stringi, barwy orkiestrowe i oczywiście sekcja organowa B3. Przyczepił bym się do piana akustycznego. Atak jest piękny, ale wybrzmienie takie sobie. Mam wrażenie, że to słynne piano Kurzweila jest trochę przereklamowane. Wiem, że dobre wybrzmienie to dopiero w najlepszych próbkach na rynku, ale mimo wszystko. Balladę solo byłoby ciężko grać. Już lepiej pod tym względem jest choćby w zwykłym RD 300SX. Nawet - mam wrażenie - próbka fortepianu z Korga X50 jest lepsza. Ale mówię tylko o release, może jestem pod tym względem nietypowy i się czepiam... Uwagę zwraca dobry potencjał kontroli w czasie rzeczywistym - w końcu to preset player. Do rhodes lub hammonda w ramach kółka modulation przypisany najbardziej adekwatny z możliwych efektów. Wyświetlacz dla mnie bardzo czytelny. Jacek Skowroński ***
Robert Bart Jeśli do czegokolwiek bym miał się na powaznie przyczepić, to do kompletnego braku implementacji MIDI dla PC3 LE. Brak jest System Exclusive, w instrukcji brak jest nawet specyfikacji kontrolerów wywołujących poszczególne banki... Do wszystkiego trzeba dochodzić studiując strony internetowe użytkownikó i fora internetowe. Trochę nie rozumiem tej polityki... Skądinąd wiem, że trwają ciągłe prace nad modyfikacją systemu komunikacji z instrumentem przez USB. Najnowszy system ma już całkowicie od nowa napisane drivery, któe faktycznie "śmigają". Przez cały czas trwającego dwa miesiące testu szukałem K2000R dla siebie. Wreszcie dostałem na kilka dni na testy instrument K2000R z 1997 roku, ale z uaktualnionym systemem do najnowszego v.3,87. W końcu to te same barwy, więc po co miałbym kupować PC3 LE. Poza tym w studiu nie mam miejsca na kolejny „parapet”. Podłączyłem K2000R i zacząłem porównywać z PC3 LE. I nagle szok – te instrumenty brzmią inaczej i mają inne programy barw. K2000R jest o wiele uboższy. Ale przede wszystkim potworna różnica jest w dynamice. Na korzyść PC3 LE. Dziwiłem się, że PC3 LE potrafił przesterować wejście liniowe mojego interfejsu audio. Ot choćby nagrywając przykłady musiałem ściszyć głośność instrumentu na ok. 70%, gdyż barwy orkiestrowe, fortepiany i zestawy perkusyjne przesterowywały wejście. Poziom sygnału z K2000R minimalnie szumi i jest o około 6 dB niższy. A poza tym zestaw barw jednak jest inny. Egzemplarz który do mnie trafił miał tylko podstawowy zestaw pamięci ROM, bez rozszerzeń. Nie było barw orkiestrowych, nie było takiego wyboru pian elektrycznych... Po tym porównaniu wyleczyłem się z K2000R. I zachorowałem na PC3. Tylko czy wersja LE będzie dobrym wyborem? Japońscy producenci oferując topowy model i „budżetowy” model worskation tną zarówno na potencjale, jak i jakości. Realnie brzmieniowo Yamaha Do testu dostarczył: Music Info
|
Kontaktjeśli brakuje Twoim zdaniem testu jakiegoś urządzenie bądź instrument, napisz do nas: LogowanieNajpopularniejsze testy
Popularne testy on-line
NAPISZ DO NAS! Jeśli brakuje w naszym wortalu testu instrumentu bądź sprzętu muzycznego którego szukasz, napisz do nas! Postaramy się przetestować urządzenie i opublikować test. |





Trafiła mi się robótka, na jaką dawno czekałem – mam napisać muzykę do przedstawienia teatralnego. No! Nareszcie :-) Po tylu latach na bocznym torze muzycznym, pisania do „szuflady” komputerowej wreszcie coś porządnego do napisania. Ale nagle przyszedł moment zastanowienia... Przecież w zasadzie pozbyłem się większości instrumentów, a zostały mi tylko dwa „parapety” bardziej nadające się na dancing, niż do tworzenia muzyki teatralnej. Postanowiłem więc odbudować instrumentarium, choć w części.













MOTIF ES i Yamaha MO to dwa różne światy. Kurzweil nie oszczędził na PC3 LE ani pod względem jakości wykonania, ani pod względem ilości i jakości barw. Mamy ten sam – pełen – zestaw próbek ROM i ponad 1050 programów barw, wśród których jest 200 całkowicie nowych programów. Cięcia dotknęły mocy procesora głównego. Mamy o połowę mniejszą polifonię (64 głosy zamiast 128 głosów w PC3) oraz 10 insertów zamiast 16. Przyznam, że dotkliwsze jest ograniczenie polifonii do 64 głosów, gdyż przy rozbudowanych barwach orkiestrowych raptem w aranżu można użyć 3-4 barwy. I polifonia się kończy... Niemniej cena Kurzweila PC3 LE7 jest niezwykle kusząca, można bowiem go kupić już za 5500 zł! Jeśli PC3 LE7 nie ma być jedynym instrumentem w naszym aranżacyjnym setupie studyjnym, to warto rozważyć jego zakup. Jeśli potrzebujemy klawisz na scenę do grania, również nie trzeba się wysilać na pełną wersję PC3. To okazja jakich mało na rynku, a w swojej klasie w zasadzie nie ma konkurencji.

























