Korg Stage Vintage SV-1 73 - rewolucyjne stage piano z barwami e-piano z modelowaniem i lampą 12AX703.03.2010 Testy on-line - instrumenty klawiszowe
Radek Barczak
Gdy kilka lat temu dostałem do testów Korga Tritona Extreme – tego z lampą – orzekłem (hehe – ale ze mnie autorytet...), że gdyby przywiązano większą dbałość do dopracowania funkcjonowania toru „lampy”, ten klawisz byłby bezkonkurencyjny. Bo korzystanie z lampy i jej przesteru poszerzało możliwości brzmieniowe, ale nie stanowiło nowej integralnej jakości tego instrumentu. Lampa dawała fajne brzmienie, ale dość mocno przesterowywała i kompresowała. Takie przestery można było uzyskać w klawiszach Yamaha, Roland i Clavia za pomocą algorytmów cyfrowych, a niestabilność działania lampy mogła na scenie spowodować spore problemy. Bo w studiu najwyżej powtórzy się nagranie, a na scenie z dużym nagłośnieniem brakiem pełnej kontroli nad dynamiką i głośnością można doprowadzić do uszkodzenia słuchu setek osób, że o paczkach nagłośnieniowych nie wspomnę... Minęło kilka lat i Korg odświeżył pomysł z lampą w torze – wzbogaconym jednak o modelowania wzmacniaczy. Tym razem w klawiszu, który ma wyznaczoną dość wąska rolę – ma być klawiszem typu stage piano, czyli pianem na scenę. Dla grającego muzyka.
Tymczasem ja zaledwie sobie... pogrywam dla przyjemności, czasami zastępując pianistę bądź klawiszowca zaprzyjaźnionych zespołów. Bądź „ratuję sytuację”, gdy nagle potrzeba pianisty bądź klawiszowca na 2-3 numery na koncercie przyjezdnej „gwiazdy”. Owszem, zdarza się popełnić muzykę do reklam, czy jakiś aranż dla znanego... hehm... wykonawcy (np. remiks symfoniczny Stay Together dla Mandaryny, popełniony zresztą w trakcie testów Kurzweila PC3X :-) ). Tymczasem klawisz, który dostaliśmy do testów to pełnokrwisty, rasowy instrument na scenę. Korg SV-1. Od pierwszej chwili gdy go podłączyłem, rzucił mnie na kolana. I określił nowy poziom pokory w mojej świadomości.
Żeby nie było - Korg SV1 nie jest instrumentem doskonałym. Nie. Coś tam bym w nim poprawił. Ale jest przy tym instrumentem absolutnie genialnym. Niepowtarzalnym. Korg SV1 jest najlepszym cyfrowym pianem elektrycznym, na jakim dotąd grałem. Nareszcie ktoś stworzył instrument, który swoim brzmieniem zbliża się do oryginalnego brzmienia prawdziwego piana elektrycznego Rhodes. I idzie dalej w kierunku udostępnienia jak największej dynamiki i charakterności brzmienia pian elektrycznych. A wszystko dzięki połączeniu trzech technologii – tradycyjnego modułu bazującego na samplach (ROM Player), modelowania fizycznego oraz przetwarzania przez lampę 12AX7. Ale po kolei.
Wygląd instrumentu świadczy, że mamy do czynienia z instrumentem vinatge'owym. Ale myliłby się ten, kto posądziłby SV-1 o prostotę technologiczną. To pełną gębą nowoczesny instrument nastawiony na generowanie vintage'owych, oldschoolowych instrumentów. A przy okazji mamy również barwę fortepianu, świetną doważoną klawiaturę młoteczkową, USB MIDI i edytor komputerowy.
Idea przyświecająca twórcom Korga SV1 w zasadzie była prosta – włożyć pod palce muzyków instrument, który pozwoli zabrzmieć jak prawdziwe klasyczne instrumenty. A brzmienie takiego piana Fender Rhodes to nie tylko sam instrument. Niezwykle istotnym elementem kształtującym brzmienie tego klasycznego piana elektrycznego był wzmacniacz combo dostępny w dwóch wersjach – 50 W i 100 W. W każdym znajdowały się nieosiągalne już na rynku 32-Ohmowe głośniki Eminence'a. Wzmacniacz dawał się przesterowywać, przez co zakres możliwych do uzyskania brzmień był bardzo szeroki. Jednocześnie sam instrument był bardzo dynamiczny, a muzycy niejednokrotnie wzbogacali brzmienie o dodatkowy efekt overdrive lub/i flanger czy phaser. Wzmacniacze firmowe dedykowane do Fender Rhodes'a nie były jedynymi używanymi przez muzyków – Korg zaopatrzył SV1 również w model klasycznego pieca VOX AC30TBX, Tymczasem większość producentów przygotowując sample Fender Rhodesa zgrywało piano elektryczne bezpośrednio w linię, bez udziału dedykowanego wzmacniacza. Metoda zbudowania w ten sposób autentycznie brzmiącego instrumentu bazującego na samplach jest z góry skazana na co najwyżej połowiczny sukces. Bo nawet, jeśli załadujemy do instrumentu dajmy na to 5-warstwowe próbki, to i tak bez modelowania wzmacniacza nie uzyskamy całego spektrum brzmieniowego piana elektrycznego. A w SV-1 mamy jeszcze lampę :-)
Z kolei zgrywanie sampli z udziałem dedykowanego wzmacniacza combo niesie to utrudnienie, że trzeba by nagrywać próbki dla różnego poziomu wzmocnienia, gdyż oryginalny instrument brzmiał diametralnie inaczej i miał zupełnie inną charakterystykę dynamiki brzmienia w zależności od głośności. Specjaliści Korga opracowali więc jedynie słuszną metodę – tak oczywistą, że aż dziw, że trwało to tak długo. Zgrane wielowarstwowe próbki są przetwarzane przez algorytmy modelowania fizycznego nastawione na rekreację charakterystyki brzmienia różnych wzmacniaczy stosowanych do nagłaśniania pian elektrycznych. Do tego, by zapewnić większa dynamikę, w tor została włożona lampa 12AX7, która zasadniczo poszerza spektrum dynamiczne barw.
Trzeba zaznaczyć, że tak do końca proste to to nie było – w końcu stworzenie modeli wzmacniaczy i odpowiednie zaprogramowanie algorytmów uwzględniających wielopoziomowość dynamiki reakcji brzmieniowej układu instrument-wzmacniacz-głośnik kosztowało ogrom pracy. Bo nie chodziło o to, żeby stworzyć „jakiś” model wzmacniacza, a o rekreację wzorcowych wzmacniaczy. No, ale skoro w gitarowym świecie od wielu lat udaje się tworzyć cyfrowe kopie konkretnych modeli wzmacniaczy, to dlaczego nie miało by się to udać na gruncie klawiszowym?
Do tego producent dołożył również modelowane procesory efektów – mamy 3 tory, wszystkie dostępne bezpośrednio z panelu sterowania:
Strasznie interesująco wypada kształtowanie brzmienia przez dwa pierwsze tory efektowe. No bo tak - „sucha” barwa piana elektrycznego ma dynamikę o wartości X. Dołączenie emulacji wzmacniacza + saturacji lampowej poszerza dynamikę dając 2X. A dołączenie efektów sprawia, że ambitus dynamiki jeszcze się dodatkowo poszerza – zwłaszcza w zakresach piano. Najlepiej zilustrować to schematem.
Po włączeniu efektów zyskuje się zwłaszcza szerszy zakres zakres dynamiki przy grze p – pp – ppp. Korg SV-1 nastraja wręcz do subtelnej gry, gdyż oferuje paletę barw niedostępną absolutnie w żadnym innym cyfrowym instrumencie. W tym miejscu trzeba wspomnieć, że przez tak szeroki zakres dynamiki Korg SV-1 jest instrumentem wymagającym absolutnie świadomego panowania nad aparatem wykonawczym oraz koncepcją muzyczną. Tak szerokie spektrum zobowiązuje do zwiększonej kontroli nad dźwiękiem.
Efekt końcowy w postaci brzmienia poszczególnych instrumentów – pian elektrycznych - jest doskonały. Wystarczy posłuchać przykładów dźwiękowych. Dodatkowym atutem zwiększającym autentyzm brzmienia są różne ustawienia strojenia instrumentów – bo to tak jak z organami piszczałkowymi: klasyczne organy rzadko kiedy stroją idealnie. Piana elektryczne również, a możliwość skorzystania z jednego z 6 gotowych programów ustawień strojenia i możliwość wykreowania dwóch własnych ustawień strojenia daje ogromne możliwości dając powiew indywidualizmu brzmienia na różnych nagraniach.
Klawiatury to doważona konstrukcja z mechaniką młoteczkową RH3, znana z wielu innych pianin i workstation firmy Korg. Można polemizować, czy w Stage Vintage SV1 reprodukującym głównie vintage'owe piana elektryczne, klawinety i organy powinna się znaleźć klawiatura z młoteczkami stworzona z myślą o zastąpieniu klawiatury fortepianu... Mentalnie można mieć wątpliwości, jednak w czasie gry nie zwraca się na to uwagi. Przynajmniej ja po chwili gry nie odczułem dyskomfortu z powodu mechaniki młoteczkowej. Nawet podczas glissów. Klawiatura doskonale przenosi dynamikę brzmień i świetnie się synchronizuje z barwami e-piano.
No a do tego mamy 3-płaszczyznowe barwy fortepianu (sample japońskiego i niemieckiego fortepianu) i naprawdę urokliwą barwę pianina. Barwy fortepianu nie wnoszą nowinek technologicznych wykraczających poza to, z czym mieliśmy do czynienia we wcześniejszych topowych fortepianach Korga, ale to naprawdę porządnie i solidnie brzmiące instrumenty. Mamy więc rezonans strun, odgłos pracy młoteczków, pedału i zwolnienia klawiszy oraz funkcja pół-pedału. Osobiście bardziej przypadła mi do gustu barwa Grand Piano 2 - „główna” barwa Grand Piano 1 wydała mi się ciut „laboratoryjna”... Zimna. W czasie pracy na scenie i w aranżach brzmieniowo lepiej się broni również GP2. Choć bez wątpienia to piana elektryczne i hammondy są główną siłą Korga SV-1. Barwy Grand Piano są reprezentowane, ale przy genialności brzmienia pian elektrycznych wypadają jak biedniejsi bracia... Przy tym należy zaznaczyć, że to nie „wina” fortepianów – to zasługa absolutnie nowego poziomu jakościowego barw e-piano. To po prostu nowa jakość.
Barwy fortepianów mają algorytmiczną emulacją wymyku, a klawiatura daje naprawdę komfortowe poczucie i wyczucie brzmienia. Nie ma wprawdzie mechanicznego wymyku, ale jest programowo ustawiony próg siły / szybkości uderzenia wydobywającego dźwięk – jeśli za słabo uderzymy w klawisz, podobnie jak w akustycznym fortepianie czy pianinie, nie wydobędziemy dźwięku.
Korg SV-1 nie ma żadnych „standardowych” kontrolerów MODULATION czy PITCH BEND. Bo też oryginalne piana elektryczne ich nie miały :-) Nie ma możliwości podziału klawiatury, nie ma możliwości łączenia dwóch barw (DUET). Klawiatura nie realizuje docisku Aftertouch – ani kanałowego, ani klawiszowego. Instrument działa TYLKO na jednym kanale MIDI – można sobie ustawić, na którym ma działać. Nie ma żadnych wymyślnych funkcji, nie ma wyświetlacza, ale... wyświetlacz nie jest absolutnie do niczego potrzebny. Wszystkie funkcje kreujące brzmienie mamy dostępne na panelu, za pośrednictwem efektownie oświetlonych diodami potencjometrów z zaskokami. Każda z sekcji ma oddzielny włącznik/wyłącznik – również z diodą informującą o aktywności danej funkcji. I sprawdza się to znakomicie. A jak ktoś potrzebuje większej kontroli, do Korga SV-1 można podłączyć w sumie 3 pedały kontrolne. Korg SV1 ma 80-głosową polifonię, co biorąc pod uwagę to, że ma grać jedną barwą wystarcza z nawiązką.
Jak przystało na profesjonalny instrument na scenę, Korg SV-1 ma wyjścia symetryczne 2 × XLR, zdublowane wyjścia niesymetryczne 2 × jack 1/4”, wyjście słuchawkowe, wejście liniowe (2 × jack 1/4”), złącza MIDI IN i OUT jak również USB działające jako MIDI.
W komplecie jest dostarczany edytor barw komunikujący się z instrumentem przez USB, więc można się pokusić o łączenie różnych wzmacniaczy i różnych kolumn głośnikowych, zmianę systemu stroju, nastaw efektów. Wygląda to ładnie i funkcjonalnie. I działa.
Do jednego można by się doczepić – patrząc znad klawiatury nie widać złączy wyjściowych. Raczej ciężko podłączyć okablowanie – trzeba „obejść” instrument. Z czasem można nabyć doświadczenie i nauczyć się na pamięć gdzie jakie złącze jest i podłączać okablowanie „po palcu”. Ale z drugiej strony, mając taki instrument szybko zawojujemy świat i będzie nas stać na technicznego :-D No właśnie – w kwestii noszenia... instrument do najlżejszych nie należy, dlatego preferowałbym wersję SV-1 73 :-) Również dlatego, że to taka „klasyczna” wersja mająca wiele wspólnego z Rhodes 73. Bo czyż 88 klawiszy w Rhodesie to nie profanacja? Oto przykłady dźwiękowe nagrane na Korg SV-1.
Do testów dostarczył: Mega Music
|
Kontaktjeśli brakuje Twoim zdaniem testu jakiegoś urządzenie bądź instrument, napisz do nas: LogowanieNajpopularniejsze testy
Popularne testy on-line
NAPISZ DO NAS! Jeśli brakuje w naszym wortalu testu instrumentu bądź sprzętu muzycznego którego szukasz, napisz do nas! Postaramy się przetestować urządzenie i opublikować test. |




















Na koniec pragnę poinformować, że postanowiliśmy powołać do życia nową kategorię redakcyjnej nagrody. Nagrodę dla instrumentów i urządzeń rewolucyjnych. Takich które zmieniają układ sił na rynku. Tworzą całkowicie nową jakość i wyróżniają się doskonałą koncepcją i realizacją. Otwieramy nasz E-MUZYKowy Panteon. Korg SV-1 jako pierwszy do niego trafia. Ten instrument jest nieomal boski...























