25.11.2003
Testy on-line - instrumenty klawiszowe
Mogłoby się wydawać, że dynamiczny rozwój syntezatorów programowych
zatrzyma ekspansję instrumentów sprzętowych. Tymczasem tak się nie
dzieje – o czym świadczą choćby pojawiające się co roku nowe modele
syntezatorów i workstation. Bohater niniejszego testu to następca
syntezatora RS-5. Trzeba przyznać, że już pierwszy kontakt z nowym
modelem – w aspekcie możliwości poprzednika – stanowi bardzo przyjemne
zaskoczenie...
Radek Barczak

Czy w konstrukcji instrumentów wymyślono już wszystko? Jeśli chodzi o
interfejsy kontroli, to chyba już tak, a nowe konstrukcje stanowią
mniej lub bardziej udane „konfiguracje” już istniejących rozwiązań.
Przepis na syntezator idealny jest w sumie prosty – duży wybór dobrze
brzmiących barw, szczypta efektów, odrobina „bajerów”, sporo poczucia
komfortu i duuuużo kontroli nad dźwiękiem. Roland RS-50 wprawdzie nie w
każdym z tych elementów jest wzorcem – w końcu należy do najniższej,
czyli najtańszej grupy instrumentów tego typu, jednak to co oferuje
jest i tak znaczącym postępem w stosunku do poprzednika.
A poprzednik – moim skromnym zdaniem - nie brzmiał najlepiej (jakoś tak
„płasko”, a na pewno mało dynamicznie). Zabrzmi to może dziwnie, ale...
udało mi się swego czasu wyłgać od testowania owego instrumentu
zrzucając „przykry” obowiązek na kolegę (niech mi wybaczy :). W
przypadku nowego instrumentu nie mam takich oporów – lubię testować
instrumenty dobrze brzmiące, bo nawet jeśli przejawiają jakieś narowy,
to i tak najważniejszy parametr instrumentu jakim jest brzmienie, broni instrument. Ale od początku...
MODA NA KONTROLĘ
Roland RS-50 dołącza do szerokiej grupy instrumentów tego producenta,
który jest wyposażony w „wynalazek” pt. D-Beam Controller. Nie zapomnę
targów Musikmesse, na których po raz pierwszy Roland zaprezentował
instrumenty wyposażone w kontroler na podczerwień – widok „poważnych”
facetów pod krawatami „czarujących” rękami nad instrumentami był tyleż
śmieszny, co sugestywny. To był strzał w dziesiątkę! Nie było muzyka,
który przeszedłby obojętnie obok takiego instrumentu ;) Dlaczego w
najtańszych syntezatorach wcześniej nie pojawił się D-Beam Controller,
choć „namiętnie” producent ładował go do keyboardów pozostanie
tajemnicą. Niemniej kontroler ten będzie bardzo twórczym i skutecznym
środkiem wyrazu w nowym syntezatorze. Zwłaszcza, że dla każdej barwy
można przypisać jeden z 26 parametrów, w tym oczywiście również
kształtowanie wartości dla punktu odcięcia filtru, nasycenia
rezonansem, usytuowania w panoramie, czy kształtowania wybranych
odcinków obwiedni. D-Beam może zresztą pracować w jednym z trzech
trybów: SOLO-SYNTH, ACTIVE EXPRESS (ekspresja) lub ASSIGNABLE (dowolny
z 26 parametrów). Należy zwrócić jednak uwagę na jeden drobny minusik –
w przypadku wyboru trybu EXPRESSION i przełączenia później na inny
tryb, obowiązuje ostatnia wartość EXPRESSION (np. minimalna).
Przywrócenie „brzmiącej” wartości wymaga niejakiej ekwilibrystyki, gdyż
trzymając rękę tuż przy diodach należy przełączyć się na inny tryb.
Niemniej – możliwość kształtowania gestami ręki płynnie głośności np.
sekcji dętej jest nieoceniona i godna nawet tego niewielkiego w końcu
poświęcenia ;)
Prócz tradycyjnego dla Rolanda joysticka PITCH BEND/MODULATION, RS-50
wyposażono w pięć potencjometrów obrotowych. Dwa na stałe przypisane są
do kontrolowania punktu odcięcia (CUTOFF – CC074) oraz rezonansu
(RESONANCE – CC071), zaś trzy górne mogą obsługiwać obwiednię
wzmacniacza (ATTACK, DECAY, RELEASE) lub funkcję kształtowania
proporcji pomiędzy składowymi barwami (BALANCE) i ustalanie wartości
częstotliwości i głębokości dla LFO – również dla kształtowania
charakterystyki filtru. Dzięki temu można uzyskać dość szybko efekt
typu wah-wah. Warto również zaznaczyć, że możemy kształtować obie
warstwy składowe programu barwy lub tylko jedną z nich – obok
potencjometrów jest dedykowany klawisz funkcyjny, dzięki czemu nie
trzeba „nurkować” do menu ;) Wszystkie gały wysyłają wartości
kontrolerów MIDI, co z pewnością okaże się przydatne również we
współpracy z programowymi instrumentami VSTi/DXi.
Pochwały należą się producentowi za jakość klawiatury – można by się
spodziewać w najtańszym syntezatorze klawiszy a’la najtańszy sterownik
MIDI. Tymczasem klawiatura RS-50 jest bardzo przyzwoita, głęboka,
dająca poczucie osadzenia dźwięku i bardzo sprawna. I choć nie została
wyposażona w funkcję AFTERTOUCH, to jest mocnym punktem instrumentu
dając gwarancję wielu lat bezawaryjnej pracy. Nie ma jednak róży bez
kolców - dość kontrowersyjnym rozwiązaniem może wydawać się brak
możliwości wyboru trybu „czułości” klawiatury – jest tylko jedna krzywa
(a właściwie... prosta ;). Mi też się tak wydało zwłaszcza, że jestem
„zepsuty” częstym obcowaniem z doważonymi klawiaturami. Przestawienie
się na charakterystykę klawiatury RS-50 zajęło mi nieco czasu, ale w
końcu poczułem się na niej dość pewnie. Użytecznym dodatkiem są
klawisze transpozycji oktawowej umieszczone po lewej stronie
wyświetlacza. Dzięki temu w 90% pomimo (jak dla mnie – ale ja jestem
„zepsuty” ;) zaledwie 5 oktaw nie powinniśmy mieć problemów tak z
nagrywaniem, jak występami scenicznymi. Dostęp do transpozycji
sekundowej jest również dość prosty, wystarczy bowiem nacisnąć klawisz
(SHIFT) + któryś z klawiszy transpozycji. Skoro jesteśmy przy kontroli,
to trzeba jeszcze wspomnieć o dwóch złączach na pedały kontrolne –
jeden typu SWITCH (domyślnie jako HOLD PEDAL, czyli SUSTAIN) oraz
CONTROL umożliwiający pracę jako pedał EXPRESSION (np. głośność).

Jak dotąd, instrument zawodzi mnie tylko w jednym względzie. Tylny
panel udostępnia złącze słuchawkowe, parę wyjść liniowych sygnału -
niesymetrycznych, co w tej klasie jest powszechne. Prócz tego
znajdziemy wejście i wyjście MIDI. I... to wszystko! Dlaczego nie
wyposażono RS-50 w złącze USB mogące służyć jako interfejs MIDI?
Dlaczego nie zainstalowano chociaż portu TO HOST?!? Być może, by
zapewnić zbyt oddziałowi multimediów Rolanda funkcjonującemu pod marką
Edirol?
Pod względem toru syntezy RS-50 to klasyczny ROM-player. Z pewnością,
nie jest to instrument dla „smakoszy” cyfrowych symulacji analogów
(podoba mi się to zdanie...; ma taki głęboki sens ;), choć i z tego
typu zadania syntezator potrafi się wywiązać. Barwy bazują na 16 MB
skompresowanych w stosunku ok. 2:1 próbkach nagranych 16-bitowo z
częstotliwością 44.1 kHz (czyli w postaci liniowej „biblioteka” sampli
miałaby 32 MB). W tym miejscu podzielę się refleksją, z którą od
jakiegoś czasu się nie rozstaję... Każdy, kto próbował stworzyć
samodzielnie program barwy w oparciu o „własnoręcznie” nagrane próbki
wie, jak skomplikowanym procesem jest przygotowanie dobrze brzmiących,
dobrze zapętlonych dźwięków zajmujących do tego niewielki obszar
pamięci. Sam bawię się w nagrywanie akustycznych instrumentów i
tworzenie w oparciu o nagrane próbki własnych barw. Niestety, kończąc
pracę nad programem, będąc względnie zadowolony z efektu brzmieniowego,
nie udaje mi się zejść poniżej 8 MB objętości dla np. 36 próbek stereo.
Jak sobie policzę, ile próbek udało się specjalistom Rolanda „upchnąć”
w 32 MB, to czuję ogromny respekt dla ich pracy. Bo choć niektóre z
moich barw brzmią lepiej od tego co oferuje RS-50 (zwłaszcza basowe
gitary elektryczne ;), to gdybym miał zabrać się do stworzenia barw dla
takiego instrumentu, nie obeszłoby się bez minimum 256 MB...
Oto krótkie demko Roland RS-50 nagrane w programie Kristal.
Co do eReSa 50 – to standardowy syntezator PCM o 16-częściowym Multitimbralu i 64-głosowej polifonii o przyzwoitym brzmieniu. Jeśli lubimy uniwersalne brzmienie Rolanda, to jest to odpowiedni wybór.
Radek Barczak
Dystrybutor: Roland Polska