Reklama
Reklama

Roland RS-50

Testy on-line - instrumenty klawiszowe

ImageMogłoby się wydawać, że dynamiczny rozwój syntezatorów programowych zatrzyma ekspansję instrumentów sprzętowych. Tymczasem tak się nie dzieje – o czym świadczą choćby pojawiające się co roku nowe modele syntezatorów i workstation. Bohater niniejszego testu to następca syntezatora RS-5. Trzeba przyznać, że już pierwszy kontakt z nowym modelem – w aspekcie możliwości poprzednika – stanowi bardzo przyjemne zaskoczenie...

Radek Barczak

Image

Czy w konstrukcji instrumentów wymyślono już wszystko? Jeśli chodzi o interfejsy kontroli, to chyba już tak, a nowe konstrukcje stanowią mniej lub bardziej udane „konfiguracje” już istniejących rozwiązań. Przepis na syntezator idealny jest w sumie prosty – duży wybór dobrze brzmiących barw, szczypta efektów, odrobina „bajerów”, sporo poczucia komfortu i duuuużo kontroli nad dźwiękiem. Roland RS-50 wprawdzie nie w każdym z tych elementów jest wzorcem – w końcu należy do najniższej, czyli najtańszej grupy instrumentów tego typu, jednak to co oferuje jest i tak znaczącym postępem w stosunku do poprzednika.

ImageA poprzednik – moim skromnym zdaniem - nie brzmiał najlepiej (jakoś tak „płasko”, a na pewno mało dynamicznie). Zabrzmi to może dziwnie, ale... udało mi się swego czasu wyłgać od testowania owego instrumentu zrzucając „przykry” obowiązek na kolegę (niech mi wybaczy :). W przypadku nowego instrumentu nie mam takich oporów – lubię testować instrumenty dobrze brzmiące, bo nawet jeśli przejawiają jakieś narowy, to i tak najważniejszy parametr instrumentu jakim jest brzmienie, broni instrument. Ale od początku...

ImageMODA NA KONTROLĘ

Roland RS-50 dołącza do szerokiej grupy instrumentów tego producenta, który jest wyposażony w „wynalazek” pt. D-Beam Controller. Nie zapomnę targów Musikmesse, na których po raz pierwszy Roland zaprezentował instrumenty wyposażone w kontroler na podczerwień – widok „poważnych” facetów pod krawatami „czarujących” rękami nad instrumentami był tyleż śmieszny, co sugestywny. To był strzał w dziesiątkę! Nie było muzyka, który przeszedłby obojętnie obok takiego instrumentu ;) Dlaczego w najtańszych syntezatorach wcześniej nie pojawił się D-Beam Controller, choć „namiętnie” producent ładował go do keyboardów pozostanie tajemnicą. Niemniej kontroler ten będzie bardzo twórczym i skutecznym środkiem wyrazu w nowym syntezatorze. Zwłaszcza, że dla każdej barwy można przypisać jeden z 26 parametrów, w tym oczywiście również kształtowanie wartości dla punktu odcięcia filtru, nasycenia rezonansem, usytuowania w panoramie, czy kształtowania wybranych odcinków obwiedni. D-Beam może zresztą pracować w jednym z trzech trybów: SOLO-SYNTH, ACTIVE EXPRESS (ekspresja) lub ASSIGNABLE (dowolny z 26 parametrów). Należy zwrócić jednak uwagę na jeden drobny minusik – w przypadku wyboru trybu EXPRESSION i przełączenia później na inny tryb, obowiązuje ostatnia wartość EXPRESSION (np. minimalna). Przywrócenie „brzmiącej” wartości wymaga niejakiej ekwilibrystyki, gdyż trzymając rękę tuż przy diodach należy przełączyć się na inny tryb. Niemniej – możliwość kształtowania gestami ręki płynnie głośności np. sekcji dętej jest nieoceniona i godna nawet tego niewielkiego w końcu poświęcenia ;)


ImagePrócz tradycyjnego dla Rolanda joysticka PITCH BEND/MODULATION, RS-50 wyposażono w pięć potencjometrów obrotowych. Dwa na stałe przypisane są do kontrolowania punktu odcięcia (CUTOFF – CC074) oraz rezonansu (RESONANCE – CC071), zaś trzy górne mogą obsługiwać obwiednię wzmacniacza (ATTACK, DECAY, RELEASE) lub funkcję kształtowania proporcji pomiędzy składowymi barwami (BALANCE) i ustalanie wartości częstotliwości i głębokości dla LFO – również dla kształtowania charakterystyki filtru. Dzięki temu można uzyskać dość szybko efekt typu wah-wah. Warto również zaznaczyć, że możemy kształtować obie warstwy składowe programu barwy lub tylko jedną z nich – obok potencjometrów jest dedykowany klawisz funkcyjny, dzięki czemu nie trzeba „nurkować” do menu ;) Wszystkie gały wysyłają wartości kontrolerów MIDI, co z pewnością okaże się przydatne również we współpracy z programowymi instrumentami VSTi/DXi.

ImagePochwały należą się producentowi za jakość klawiatury – można by się spodziewać w najtańszym syntezatorze klawiszy a’la najtańszy sterownik MIDI. Tymczasem klawiatura RS-50 jest bardzo przyzwoita, głęboka, dająca poczucie osadzenia dźwięku i bardzo sprawna. I choć nie została wyposażona w funkcję AFTERTOUCH, to jest mocnym punktem instrumentu dając gwarancję wielu lat bezawaryjnej pracy. Nie ma jednak róży bez kolców - dość kontrowersyjnym rozwiązaniem może wydawać się brak możliwości wyboru trybu „czułości” klawiatury – jest tylko jedna krzywa (a właściwie... prosta ;). Mi też się tak wydało zwłaszcza, że jestem „zepsuty” częstym obcowaniem z doważonymi klawiaturami. Przestawienie się na charakterystykę klawiatury RS-50 zajęło mi nieco czasu, ale w końcu poczułem się na niej dość pewnie. Użytecznym dodatkiem są klawisze transpozycji oktawowej umieszczone po lewej stronie wyświetlacza. Dzięki temu w 90% pomimo (jak dla mnie – ale ja jestem „zepsuty” ;) zaledwie 5 oktaw nie powinniśmy mieć problemów tak z nagrywaniem, jak występami scenicznymi. Dostęp do transpozycji sekundowej jest również dość prosty, wystarczy bowiem nacisnąć klawisz (SHIFT) + któryś z klawiszy transpozycji. Skoro jesteśmy przy kontroli, to trzeba jeszcze wspomnieć o dwóch złączach na pedały kontrolne – jeden typu SWITCH (domyślnie jako HOLD PEDAL, czyli SUSTAIN) oraz CONTROL umożliwiający pracę jako pedał EXPRESSION (np. głośność).

Image

Jak dotąd, instrument zawodzi mnie tylko w jednym względzie. Tylny panel udostępnia złącze słuchawkowe, parę wyjść liniowych sygnału - niesymetrycznych, co w tej klasie jest powszechne. Prócz tego znajdziemy wejście i wyjście MIDI. I... to wszystko! Dlaczego nie wyposażono RS-50 w złącze USB mogące służyć jako interfejs MIDI? Dlaczego nie zainstalowano chociaż portu TO HOST?!? Być może, by zapewnić zbyt oddziałowi multimediów Rolanda funkcjonującemu pod marką Edirol?

Image Pod względem toru syntezy RS-50 to klasyczny ROM-player. Z pewnością, nie jest to instrument dla „smakoszy” cyfrowych symulacji analogów (podoba mi się to zdanie...; ma taki głęboki sens ;), choć i z tego typu zadania syntezator potrafi się wywiązać. Barwy bazują na 16 MB skompresowanych w stosunku ok. 2:1 próbkach nagranych 16-bitowo z częstotliwością 44.1 kHz (czyli w postaci liniowej „biblioteka” sampli miałaby 32 MB). W tym miejscu podzielę się refleksją, z którą od jakiegoś czasu się nie rozstaję... Każdy, kto próbował stworzyć samodzielnie program barwy w oparciu o „własnoręcznie” nagrane próbki wie, jak skomplikowanym procesem jest przygotowanie dobrze brzmiących, dobrze zapętlonych dźwięków zajmujących do tego niewielki obszar pamięci. Sam bawię się w nagrywanie akustycznych instrumentów i tworzenie w oparciu o nagrane próbki własnych barw. Niestety, kończąc pracę nad programem, będąc względnie zadowolony z efektu brzmieniowego, nie udaje mi się zejść poniżej 8 MB objętości dla np. 36 próbek stereo. Jak sobie policzę, ile próbek udało się specjalistom Rolanda „upchnąć” w 32 MB, to czuję ogromny respekt dla ich pracy. Bo choć niektóre z moich barw brzmią lepiej od tego co oferuje RS-50 (zwłaszcza basowe gitary elektryczne ;), to gdybym miał zabrać się do stworzenia barw dla takiego instrumentu, nie obeszłoby się bez minimum 256 MB...

Oto krótkie demko Roland RS-50 nagrane w programie Kristal.

Co do eReSa 50 – to standardowy syntezator PCM o 16-częściowym Multitimbralu i 64-głosowej polifonii o przyzwoitym brzmieniu. Jeśli lubimy uniwersalne brzmienie Rolanda, to jest to odpowiedni wybór.

Radek Barczak

Dystrybutor: Roland Polska

Kontakt

jeśli brakuje Twoim zdaniem testu jakiegoś urządzenie bądź instrument, napisz do nas:

info@e-muzyk.net.pl

Reklama

Logowanie

Zaloguj
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Reklama

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama