Presonus Firestudio Mobile - interfejs audio/MIDI FireWire18.01.2011 Testy on-line - soft&hardware W dobie powszechnego dostępu i ogromnych możliwości komputerów osobistych coraz ciężej nam jest wyobrazić sobie proces tworzenia muzyki bez tych wszechmogących urządzeń. Teraz poczciwy pecet to serce niemal każdego studia nagraniowego, a laptopy coraz częściej wspomagają muzyków na scenie. Jednymi słowy – kompy opanowały świat i są już wszędzie. A wszędzie tam, gdzie chcemy wyruszyć i mieć niezawodną jakość dźwięku, najlepiej zabrać pod pachę kompaktowy i solidny interfejs audio.
Paweł Górniak Model Presonus Firestudio Mobile to średnio-budżetowy interfejs audio/MIDI (ok 1.200zł za sztukę) stworzony po to, by być „zawsze przy Tobie”. Małe wymiary tj. 14,5cm szerokości , 14cm głębokości oraz naprawdę solidny metalowy pancerz czynią tę kartę idealną do wszelakich wypadów poza ciepły kącik domowego studia. Generalnie, jak już wybieramy się ze sprzętem poza miejsce studia zasada jest prosta : „im mniej gratów, tym lepiej”. Ileż to się człowiek napocił, zanim rozłożył sprzęt w jakimś pomniejszym klubiku przygotowując się do grania. Wiadomo, z miejscem dla muzyków jest czasami skromnie, a tu sam Pan Klawiszowiec zajmuje 3/4 wydzielonej sceny. Nie wspomnę już o bezpieczeństwie naszych kochanych bibelotów, gdzie każdy przechadzający się obok delikwent tworzy w naszych oczach wizję przewracającego się raka ze sprzętem. Według mnie właśnie na takie sytuacje powstał model Mobile. Sprzęt jest niewielki, ledwie większy od dłoni, czyli zagracać nam sceny czy biurka nie będzie. Obudowa jest trwała, z metalu, rzetelnie wykonana. Stawać na nią bym raczej nie stawał, ale myślę, że jakieś typowe wypadki sceniczne spokojnie powinna wytrzymać. Ten sprzęt jest po prostu stworzony do „brania na wynos”. No dobra, ale co tam siedzi w środku? Czy jak już wezmę to ze sobą to podoła moim wymaganiom? Jak na takie małe rozmiary panelu frontowego jest on zagospodarowany zadowalająco. Możemy na nim znaleźć 2 gniazda typu combo (xlr + jack) , 2 kontrolery obrotowe do wzmocnienia preampów, 3 diodowe wskaźniki wysterowania, gniazdo słuchawkowe również z osobną kontrolą wzmocnienia, Main Volume oraz przycisk Phantom Power. Na dobrą sprawę jest to wszystko czego nam do szczęścia potrzeba. Ciężko jest trochę z dostępem do gałek, no ale rozumiemy – mała ilość miejsca. Warto dodać, że pokrętła są metalowe, z chropowatą powierzchnią i stawiają przyjemny opór. Daje nam to bezpieczeństwo, że podczas grania na estradzie nic samo nie przeskoczy. Reszta wejść/wyjść jest ulokowana z tyłu, a do podłączenia MIDI i S/PDIFa potrzebujemy jeszcze specjalne przyłącze. W sumie Firestudio Mobile oferuje nam 10 wejść (2 mikrofonow-instrumentalne, 6 liniowych oraz 2 elektryczne cyfrowe S/PDIF) oraz 6 wyjść (2 liniowe, stereo słuchawkowe i cyfrowe elektryczne S/PDIF). Jak na takiego szkraba powiem szczerze jest to naprawdę zacnie. Chyba rekord świata :-). Z pomocą tej karty jesteśmy w stanie np. zgrać sobie na 6 śladów (no właśnie, szkoda że nie na 8... wejścia 1-2 pracują z sygnałem albo mikrofonowym, albo instrumentalnym) jakiś koncercik zza FOHa, lub też, jeśli dysponujemy dodatkowymi preampami, przeprowadzić jakąś małą sesję nagraniową. Jeżeli będziemy potrzebowali kiedyś więcej kanałów, możemy skorzystać z dobrodziejstw komunikacji FireWire i podłączyć szeregowo następnego Presonusa (aż do czterech), gdyż karta ta daje nam do dyspozycji 2 porty 1394. Ogólnie – świetnie. A jak to brzmi? Według mnie na piątkę. Preampy są zrealizowane w technologii XMAX klasy A, które nawet na zasilaniu z 12 V zasilacza potrafią kopnąć 30 voltami (!). Konstrukcja na takiej wysokonapięciowej szynie daje tutaj wiele korzyści jak na przykład duży zapas dynamiki (duży headroom), a do tego 70dB wzmocnienia i de facto ładne detaliczne brzmienie. Jak już mówimy o prądzie, to warto wspomnieć i o Phantom'ie, gdyż ten, jak lansuje producent, TRUE PHANTOM POWER dostarcza pełnego napięcia 48volt, nawet przy zasilaniu karty tylko z komputera. Wszyscy posiadacze wymagających pojemnościaków powinni być w tym momencie uradowani, gdyż na ogół w tańszych kartach napis „+48 V” to tylko czysta teoria, a bez znamionowego zasilania nie jesteśmy w stanie wykrzesać z mikrofonu jego maksimum możliwości. Odpowiednio dużo mocy dostało także wyjście słuchawkowe. Jest naprawdę głośne i radzi sobie rewelacyjnie nawet z wysokoimpedancyjnymi słuchawkami studyjnymi. Powinno sprawdzić się świetnie zarówno w studio, jak i na scenie. Same przetworniki D/A na wyjściu karty brzmią tak jak powinny. Dźwięk nie powala na kolana, ale także niczego mu nie brak. Zmierzone zniekształcenia harmoniczne wyniosły 0,002% THD, a odstęp sygnału od szumu 106 dB. Parametry cyfrowego przetwarzania zmieniamy w głównym menu Presonusa, którego ikona instaluje się nam obok zegarka systemowego. Możemy ustawić kwantyzację 24bit i częstotliwość próbkowania maksymalnie do 96khz. No cóż. Wszyscy maniacy ha-de i muzyki dla nietoperzy będą musieli obejść się ze smakiem, bo 192khz tutaj nie uraczą... i bardzo dobrze, bo i po co? Do typowego domowego studia 96khz to i tak jest aż nad to. Z dostępnych ustawień bufora najniżej możemy zejść do 64 próbek, co daje nam teoretycznie 1,45ms latencji, jednakże w praktyce jej minimalna wartość na wyjściu dla próbkowania 44,1khz plasuje się w granicach 8ms. Mistrzostwo świata to to nie jest, ale myślę że takie opóźnienie zadowoli wielu muzyków korzystających z wirtualnych instrumentów, gdyż podczas gry na klawiaturze jest naprawdę niezauważalne. Ludzki mózg ma jednak tą ciekawą przypadłość, że wszelkie niuanse brzmieniowe wychwytuje o wiele rzetelniej w przypadku, gdy źródłem dźwięku jest ludzki głos, dlatego też dla większości wokalistów opóźnienie 8ms będzie zauważalne. W takiej sytuacji polecam wyposażyć się w słuchawki i uaktywnić muzykowi sprzętowy monitoring, który również jest dostępny w firestudio mobile, a wszystko za sprawą wbudowanego układu DSP. Sygnał z wejść karty jest kierowany bezpośrednio na wyjście, dlatego też w tym przypadku nie musimy się martwić o jakąkolwiek latencję.
Następny test był przeprowadzany z perspektywy miksowania nagrań. Za materiał do badań posłużyła wielośladowa sesja z zapiętymi wtyczkami. Pierwszy poszedł Live na ustawieniach 256 próbek. Patrząc tylko na systemowy wskaźnik pożytkowania procesora, który wskazywał 60% myślałem sobie, że bardzo ładnie mi to uciągnęło. Niestety przy podniesieniu hebla głośności okazało się że dźwięk jest całkowicie zniekształcony i nie odróżnił bym w nim trąbki od skwarki z winyla. Musiał się wkraść wtedy jakiś bug, bo charcząca karta ewidentnie krzyczała „zwiększ bufor!” . Reszta programów dobijała licznik do 80% i niestety sesja też trzeszczała głośnikami i również nie była przyjemna w odsłuchu. Na 512 próbek dało się już pracować z tym na wszystkich DAW'ach. Procesor uspokajał się wtedy o 5-7% i odsłuch sesji przebiegał już w dostatecznych warunkach. Wniosek końcowy testów: jeżeli masz już staż i doświadczenie z graniem z VSTi na scenie, taka latencja może Ci nie wystarczyć. Do miksu sesji audio – jest jak najbardziej w porządku.
Zagłębiając się w oprogramowanie karty trafiamy na cyfrowy mikser. Jest tu panorama, przyciski mute, solo oraz group dla każdego kanału oraz 2 przyciski przekierowujące wyjście Phones oraz S/PDIF na odpowiednie kanały miksera. Każdy kanał poza tym możemy sobie zdublować lub pozamieniać kolejnością korzystając z rozwijanej listy wyboru źródła. Szczerze powiem - bardzo dziwne rozwiązanie. Poza oczywistą kontrolą nad głośnością wszystkich wejść oraz sumy stereo mamy także dostępnych 6 kanałów o nazwie DAW. Możemy tu skierować 6 różnych śladów z naszego ulubionego softu i wykonać sobie szybki miks przed wysłaniem tego na wyjście. To akurat jest ciekawe rozwiązanie. Do pełnej funkcjonalności tego miksera brakuje jednak elastycznej sekcji routingu. Strasznie mi nie pasuje fakt, że odsłuch w słuchawkach mamy tylko albo z sumy, albo z torów DAW 3-4. To samo tyczy się S/PDIFa. Jeżeli ta karta miała by iść na scenę, to przydało by się więcej kontroli nad monitoringiem dla artystów. Zdecydowanie jest to najsłabsza strona Presonus Firestudio Mobile. Instalacja sterowników odbyła się bez większych problemów. Wyskoczyły ze 3 tabelki z oddzielną instalacją do audio oraz midi, oczywiście nieuchronnie człowiek się musi naklikać... Po drodze, w instalacji możemy też natknąć się na uroczy alercik windowsa mówiący o braku zgodności z systemem Windows XP jednakże ignorujemy go sprytnie klikając w przycisk 'kontynuuj' i instalacja przebiega do końca już bez zająknięcia. Dla szczęśliwych posiadaczy jabłuszek adnotacja – sterowniki są także dostępne na MAC OS i to nawet na najnowszy Mac OS 10.6 (choć jeszcze w wersji beta – pod 10.6 problemy sprawiało działanie interfejsu MIDI, pod 10.5 nie było tych problemów). Podsumowanie W zalewie tańszych kart na rynku audio, interfejs Firestudio Mobile jest według mnie bardzo ciekawą pozycją, choć nie rewolucyjną. Ma bardzo wiele zalet, ale i kilka niedociągnięć (choć trzeba pamiętać o niskiej cenie tego urządzenia, więc nie ma co wybrzydzać :-)). Kompaktowe rozmiary, pancerna obudowa, 6 wejść liniowych i 2 preampy mikrofonowo-instrumentalne o znakomitej jakości to główne zalety tego urządzenia. Jej zakup rozpatrzeć powinni przede wszystkim wszyscy nowocześni artyści którzy używają komputerów w swojej pracy na scenie, ale także osoby które szukają tańszej alternatywy do nagrań w studiu muzycznym. Jakość wykonania i użytych komponentów jest na bardzo wysokim poziomie i na pewno zadowoli nawet najwybredniejszych klientów. Ta karta powinna służyć długie lata. Do jej zakupu niesamowicie zachęca także fakt, iż producent dorzuca pełną wersję nowego DAW Presonus Studio One Artist najeżonego 4GB (!) wtyczek, sampli oraz pętli muzycznych i to wszystko zupełnie gratis. Moim zdaniem - niezły kąsek, nie sądzicie? Do testów dostarczył: Audiostacja
|
Kontaktjeśli brakuje Twoim zdaniem testu jakiegoś urządzenie bądź instrument, napisz do nas: LogowanieNajpopularniejsze testy
Popularne testy on-line
NAPISZ DO NAS! Jeśli brakuje w naszym wortalu testu instrumentu bądź sprzętu muzycznego którego szukasz, napisz do nas! Postaramy się przetestować urządzenie i opublikować test. |




W dobie powszechnego dostępu i ogromnych możliwości komputerów osobistych coraz ciężej nam jest wyobrazić sobie proces tworzenia muzyki bez tych wszechmogących urządzeń. Teraz poczciwy pecet to serce niemal każdego studia nagraniowego, a laptopy coraz częściej wspomagają muzyków na scenie. Jednymi słowy – kompy opanowały świat i są już wszędzie. A wszędzie tam, gdzie chcemy wyruszyć i mieć niezawodną jakość dźwięku, najlepiej zabrać pod pachę kompaktowy i solidny interfejs audio.



Przeprowadziłem kilka testów praktycznych na wybranych programach DAW. Pierwszy test był ukierunkowany na muzyków, którzy mieliby korzystać z Presounsa jako przetwornika wyjściowego przy graniu na swoich ulubionych instrumentach wirtualnych. Zacząłem od najmniejszej wartość bufora czyli 64 próbki (daje nam to zmierzone 8ms na wyjściu karty ). Jako VSTi poszedł wielce przeze mnie szanowany Edirol Superquartet, oraz pierwszy preset piano. Jest to raczej „małożerna” wtyczka dobijająca licznik procesora 2Ghz max o 10% , ale myślę że w miarę oddaje średnie standardy na zapotrzebowanie obliczeniowe do grania z VSTi. Testy wypadły w miarę podobnie. Przy pięciogłosowej polifonii ... wszystkie programy zaczęły charczeć. Ableton Live, Cubase, Sonar – interfejs jest kompletnie nie do użytku przy tej latencji. Ku mojemu zaskoczeniu, w tej kategorii lepiej wypadł Presonus w FL Studio. Na buforze 64 próbek, szło na nim grać w kilku głosach bez strzelania z głośników. Nieźle. Reszta DAWów zaczynała się otwierać na muzykę przy ustawieniach 128 próbek. Edirol Superquartet działał wtedy bez zarzutów. Zmierzona latencja dla tej wartości to 16 ms. Hot or not? Ja myślę, że większość użytkowników klawiaturek powinna być zadowolona.




















