Audiotrak MAYA101012.12.2004 Testy on-line - soft&hardware
Radek Barczak
Do niedawna liderem praktycznie w każdej kategorii kart i interfejsów niskobudżetowych była firma M-Audio (dawniej Midiman). Po zmasowanym ataku światowego giganta Creative Labs ostrzącego sobie ząbki na rynek kart półprofesjonalnych oraz młodych, głównie koreańskich firm jak Audiotrak i ESI sytuacja nie jest już tak klarowna. Dzisiaj w cenie do 2000 zł można znaleźć przynajmniej 5-6 sensownych wielowejściowych kart i interfejsów. Audiotrak wprowadzając na rynek kartę MAYA1010 zaatakował najniższy segment rynku proponując kompletny 8-kanałowy tor A/C/A z dwoma przedwzmacniaczami mikrofonowymi uzupełniony cyfrowym torem wejścia i wyjścia S/PDIF oraz porty MIDI In/Out w cenie nie przekraczającej 1400 zł. Wprawdzie nowa „karta” nie jest najtańszym na rynku modelem 8-kanałowym (a właściwie... 10-kanałowym licząc z torem cyfrowym), ale już na pierwszy rzut oka wydaje się być dość dopracowaną konfiguracją do małego studia nagraniowego.
MAYA 1010 to krótka karta PCI oraz zewnętrzny interfejs wejścia/wyjścia. Interfejs podłącza się do karty za pomocą zamocowanego na stałe kabla wielożyłowego ze złączem typu D-SUB 25-pin. Już w pierwszej chwili wydało mi się, że kabel jest... stanowczo za krótki. Niestety, potwierdziło się to w trakcie testów. Praktycznie rzecz biorąc nie ma szans na to, by interfejs umiejscowić gdzie indziej, jak na górnej części obudowy komputera. Na to, by interfejs znalazł się pod ręką na biurku większych szans nie ma. Nawet położenie interfejsu na obudowie komputera sprawia pewne problemy, gdyż kabel jest dość sztywny, a pudełko bardzo lekkie i po prostu zdarza się, że „zjeżdża” sobie z komputera. Sporym utrudnieniem w operowaniu programem miksera karty jest wspólna dla wszystkich kanałów funkcja LINK łącząca sąsiadujące kanały w pary stereo. Tak się stało, że od razu po otrzymaniu karty rzuciłem się z nią w wir testów. W jednym tygodniu miałem dwa nagrania. Na pierwsze (koncert zespołu Wojtka Hoffmanna w Proximie w Warszawie) MAYA 1010 była „za mała”. Za to na drugie nagranie – dema poznańskiego zespołu Przed Czy Po (III nagroda - „Wieczorne nastroje”, Kwidzyn 2004; I nagroda – „Listobranie”, Mirosławiec 2004; główna nagroda – Tczewski Konkurs Twórczości, 2004; II nagroda, wygranie eliminacji do Festiwalu Piosenki Studenckiej – „Dopóki jestem uśmiechem, słowem, gestem...”, Sieradz 2004) w składzie akordeon, bas, gitara, instrumenty perkusyjne i wokal - testowana karta pasowała jak ulał. Zainstalowałem więc dzień wcześniej kartę, pobawiłem się trochę w miksowanie nagranych już sesji i pracę na instrumentach VSTi, sprawdziłem wydajność sterów na testowej konfiguracji użytej również podczas multitestu kart dźwiękowych. I byłem całkiem zbudowany – na ściągniętych ze strony producenta najnowszych sterownikach przy ustawieniu latencji na 512 sampli, karta pociągnęła bez problemów testową sesję z koncertu Dreamlandu (tę z multitestu kart dźwiękowych).
W trakcie nagrywania materiału natrafiłem jednak na jeszcze jeden problem – mikser wejściowy wyposażono w bardzo maleńkie suwaki panoramy, do tego skalibrowane w zaledwie 20 jednostkach pozycjonowania (-10 – 0 – +10). Próba ustawienia panoramy już w mikserze wejściowym okazała się dość trudna, a ponadto dopiero od ustawienie na wartość +/-4 stawało się słyszalne...
Oto zgranie jednego z utworów grupy Przed Czy Po.
Przedni panel interfejsu udostępnia 16 gniazd typu
jack 1/4” – 8 wejść i 8 wyjść. Dwa pierwsze wejścia wyposażono w
przedwzmacniacze mikrofonowe. Z szyny PCI komputera doprowadzane jest
napięcie +12 V dla Phantomu. Jakość przedwzmacniaczy jest tradycyjna
dla tego typu konstrukcji – zachwycać się nie ma czym, ale działa.
Uwagę zwraca delikatne rozjaśnianie brzmienia przez układ
przedwzmacniacza w stosunku do próbek nagranych przez TLAudio Ivory2
5001. Ważne, że w zupełności wystarczająca do rejestracji prób, czy
choćby materiału demo. Bez żadnych skrupułów można zastosować mikrofony
dynamiczne – nie można mieć żadnych zastrzeżeń do brzmienia
przedwzmacniacza. Oto przykłady wokalu Pauli Leśnej (Fancy Group oraz
Dreamland) nagrane mikrofonami: Przy zasilaniu mikrofonów pojemnościowych
wymagających większego napięcia niż +12 V w sygnale pojawia się
niestety przydźwięk. Dotyczy to głównie mikrofonów o konstrukcji
transformatorowej. Lepszym rozwiązaniem jest zastosowanie
beztransformatorowych mikrofonów umożliwiających pracę z niskimi
napięciami zasilania Phantom. By w ogóle wyeliminować problem można (a
nawet należy) posłużyć się oddzielnym zasilaczem Phantom. Możliwości
jest sporo. Można sobie takowy zbudować samemu. Dla leniwców lub neptyków elektronicznych (zaliczam
się do obu kategorii ;)) rozwiązaniem mogą być stosunkowo niedrogie
propozycje np. firmy Samson.
W podobny sposób zarejestrowaliśmy gitarę akustyczną
przez mikrofony Tonsil Mc265 (jeden podłączony do TLAudio Ivory2 5001 i
ProToolsa, a drugi do karty MAYA1010). A oto nagrania wokalu Pauli Leśnej (Fancy Group) dokonane na mikrofonach Tonsil Mc265.
Karta pracuje stabilnie, sterowniki są stosunkowo
szybkie, udostępnia jakość dźwięku wyraźnie lepszą niż analogiczne (i
swego czasu dużo droższe) rozwiązania sprzed 2-3 lat. Dość powiedzieć,
że zastosowane czterokanałowe układy A/C/A firmy AKM AK5384 (na karcie
zainstalowane są dwa takie układy) zapewniają dynamikę rzędu 107 dB.
Nie oznacza to, że takie wartości uzyskamy dla układów wejściowych i
wyjściowych... Niemniej uzyskane wartości pomiarów w programie RMAA w
pętli są bardzo przyzwoite. Radek Barczak Dystrybutor: Sound Import
|
Kontaktjeśli brakuje Twoim zdaniem testu jakiegoś urządzenie bądź instrument, napisz do nas: LogowanieNajpopularniejsze testy
Popularne testy on-line
NAPISZ DO NAS! Jeśli brakuje w naszym wortalu testu instrumentu bądź sprzętu muzycznego którego szukasz, napisz do nas! Postaramy się przetestować urządzenie i opublikować test. |





Wybór kart 2-kanałowych jest spory. W znacznie gorszej sytuacji są
osoby, których ambicją są wielośladowe rejestracje, choćby prób,
koncertów czy wielośladowe nagrywanie zespołów „na setkę”. Wiadomo –
jeśli poszukujemy rozwiązania niskobudżetowego, nie skierujemy wzroku
na świetne rozwiązania MOTU, Presonusa czy Apogee... Czy mając w
kieszeni niewiele ponad 1000 zł możemy więc pokusić się o zakup tej
upragnionej karty, która umożliwi wielośladowe nagrywanie? No i czy
jakość najtańszych wielowejściowych kart i interfejsów jest na tyle
wysoka, że bezstresowo będzie można na nich pracować?


Podczas nagrywania grupy Przed Czy Po wielośladowo „na setkę”
nie pojawiły się absolutnie żadne problemy – w materiale nie wystąpiły
żadne dropy czy inne zniekształcenia, a komputer nie zawiesił się ani
razu (oczywiście spora w tym zasługa również wykorzystywanego
oprogramowania nagrywającego). W trakcie 14 godzin nagrywania materiału
karta sprawiła się na 4+ w skali 5-cio ocenowej (ja jeszcze ze
„starego” pokolenia uczniów... nie załapałem się na szóstki ;)).
Dlaczego nie na 5? Delikatny problemik pojawił się przy dogrywaniu
wokali do zarejestrowanego już materiału instrumentalnego przy
ustawieniu latencji w mikserze karty na 64 sample gwarantujące
bezproblemowy odsłuch wokalistce po programie. Przy odtwarzaniu
8-śladowej sesji 24-bit/96 kHz i włączeniu w Cubase SX3 w każdy tor
kompresora PSP MixPressor, pogłosu PSP EasyVerb na nagrywany wokal (do
odsłuchu dla wokalistki) oraz VintageWarmera na sumę, w nagrywanym
materiale pojawiały się sporadycznie „trzaski”. Piszę o tym, gdyż karta
którą użytkuję (fakt, że sporo droższa...) takiego problemu nie
stwarza. Inna sprawa, że rozwiązań tego problemu na szybko znalazłem
przynajmniej cztery. Po pierwsze uaktywniłem funkcję freez w
Cubase SX3 dla już nagranych śladów – problem zniknął. Ale nie każdy
może pozwolić sobie na użytkowanie Cubase SX3 (ja również – mam po
prostu testową wersję ;) Można ewentualnie wcześniej, przed dogrywaniem
wokalu, zmiksować nagranie zgrywając ślady z procesorami, ale nie
zawsze jest przecież na to czas. Innym rozwiązaniem problemu było
ustawienie latencji na 128 sampli. Podobnie, trzaski w nagrywanym
materiale nie występowały przy ustawieniu latencji na 64 sample, ale
gdy nie były stosowane żadne procesory dla „upiększenia” odsłuchu.
Czyli w sumie postępując świadomie karta bez problemu sprawdzi się w
pracy sesyjnej. Możliwości wybrnięcia jest zawsze kilka.
Kolosalną zaletą testowanej karty jest wyposażenie jej w dwa wyjścia
mogące pracować jako wyjścia słuchawkowe – w trakcie sesji grupy Przed Czy Po
przy dogrywaniu wokali okazały się wybawieniem! Materiał
rejestrowaliśmy w jednym z osiedlowych domów kultury w Poznaniu, w sali
„widowiskowej”. O akustyce się nie wypowiem (znaczy... pominę ten
temat). To, że nie mieliśmy do dyspozycji separowanego pomieszczenia do
nagrania wokalu również nie jest tajemnicą ;) Ustawiliśmy więc mikrofon
wokalowy (Superlux CM-H8A) tak daleko, na ile pozwoliła długość kabla
słuchawkowego i zaczęliśmy nagrywać. Na słuchawkach. Szumu komputera
nie słychać, gdyż mam kompa zabudowanego w skrzynię firmy Case-Pack ;)
Zespół zagrał w składzie:
Czy MAYA 1010 jest kartą złą? Ależ nie! Za sumę niecałych 1400 zł
otrzymujemy narzędzie umożliwiające nagranie jednocześnie 10 śladów (w
tym 2 kanałów cyfrowych), dwa preampy mikrofonowe, dwa wzmacniacze
słuchawkowe i interfejs MIDI. Jak za te pieniądze oferta jest świetna.
MAYA1010 to wielokanałowa karta zasługująca na duże
zainteresowanie w kategorii kart najtańszych. Pod względem jakości toru
audio (poziom szumów, dynamika) MAYA 1010 wypada zauważalnie lepiej od
poprzednika, czyli Waveterminal 192M. Testowana karta podobnież w
stosunku do starych rozwiązań M-Audio wydaje mi się ciekawszą
propozycją (ale to ocena subiektywna) – po prostu MAYA1010 jest
kompletnym rozwiązaniem. Kupując tę kartę mamy wszystkie niezbędne
narzędzia do pracy zarówno w audio, jak w MIDI. Ale nie oczekujmy, że
inwestując sumę 1400 zł otrzymamy sprzęt high-end’owy. Jeśli więc
jesteśmy realistami, MAYA1010 jest kartą właśnie dla nas. To sprawne,
efektywne i bogato wyposażone narzędzie do domowego studia.


















