Roland RD250s - stage piano w syntezą SAS (1988)02.10.2008
Dwa dni temu nagrywałem koncert młodych Hoffmannów, czyli Martyny i Bartka Hoffmann współtworzących grupę Deleted. Pożyczyłem od Przemka Ślużyńskiego z MM Studio kilka mikrofonów i dzisiaj zaszedłem je oddać. Schodzę do dolnego studia i co widzę? Zabytek klasy ZERO – Roland RD250S, własność Piotra Kałużnego. A ponieważ wczoraj również doszedł do testów najnowszy rejestrator Edirol R-09HR, który przypadkiem miałem przy sobie (lubię sobie nagrywać „odgłosy przyrody miejskiej”, przydają się choćby przy robieniu dźwięku do reklam :-)) skorzystałem z okazji i zasiadłem do piana.
Przekonałem się natychmiast, że klawiatura tego 20-letniego instrumentu jest po prostu świetna! Doważona, o nieliniowej sile nacisku, dość ciężka i osadzona, o sporym skoku klawiszy... Super. W modelu RD250S jest 76 klawiszy, w dole jak w starych Fender Rhodes, od klawisza E. W modelu RD300S montowano 88-klawiszową klawiaturę. To na co od razu zwraca się uwagę, to świetna synchronizacja ataku i zachowania się w ogóle klawiatury z brzmieniem barw. A te brzmienia to również absolutna klasyka! Pamiętacie stare płyty George'a Duke'a nagrywane na pianach elektrycznych z Rolanda MKS20?
W Roland RS250S są właśnie barwy z tego modułu – wiadomo, że barwy PIANO to nie są klasyczne fortepiany, a jedynie jego imitacje. Imitacje, które w czasie gdy instrument pojawił się na rynku były sporym krokiem naprzód w stosunku do wcześniejszych osiągnięć Rolanda. Wprawdzie nie zbliżały się jeszcze do brzmienia Kurzweil K250, ale można było przy odrobinie dobrej woli potraktować barwy PIANO1 i PIANO2 jako substytut fortepianu. Ale te niedoskonałe imitacje fortepianu dzisiaj są wartością samą w sobie, jako klasyczne i charakterystyczne brzmienie wykorzystywane chętnie we wszelkich oldskoolowych produkcjach :-) Ale nie to przykuło moją uwagę najbardziej.
Najciekawsza była barwa E.PIANO 1. Dynamiczna, potwornie dynamiczna, niezwykle ekspresyjna. O szerokim spektrum wyrazu. To stary George Duke! I nie tylko. Zresztą uzupełnione świetnie brzmiącym chorusem i niezwykle użyteczną sekcją tremolo, z regulacją na suwakach częstotliwości i głębokości. Dlaczego teraz by ustawić te parametry trzeba przebijać się przez wielopoziomowe menu piana scenicznego? Czyż nie jest to parametr, do którego powinniśmy mieć dostęp na bieżąco?
W Roland RD250S tak właśnie jest. To nic, że barwy E.PIANO mają 12-głosową polifonię (pozostałe, czyli PIANO 1-3, CLAV, nota bene świetny, klasycznie suchy i ostry czy VIBRAPHONE, świetny w połączeniu z efektem TREMOLO - mają 16 głosów). Grając nie zauważa się tego. Oczywiście dopóki nie zaczniemy grać Etiudy Rewolucyjnej :-) Ale przecież nikt nie ma takiego zamiaru.
Do ostrego funky, jazzu, soulu z charyzmą czy wreszcie... hiphopu (jeśli używa się w nim instrumentów, a nie tylko sampli) EPIANA z RD250S nadają się idealnie. Za generowanie brzmienia odpowiada tu technologiczny wynalazek Rolanda w postaci syntezy SAS (zastąpionej później po roku 1990 przez Advanced SA Synthesis). Następny model – P330 – miał dodatkowe opcje wyłączania attacku w barwach E-PIANO. Z kolei następny model RD – RD500 – to już niestety nie-ta generacja instrumentów... RD500 miał już silnik z JV80, 112 barw i 28 głosów polifonii. Ale był to sample player (ROM Player). Nie to co RD250S, gdzie dźwięk był syntetyzowany. Stąd na przykład nie ma alisingu w barwach :-) Oto przykład dźwiękowy (sample) w mp3: Roland RD250s sample mp3
|
Kontaktjeśli brakuje Twoim zdaniem testu jakiegoś urządzenie bądź instrument, napisz do nas: LogowanieNajpopularniejsze testy
Popularne testy on-line
NAPISZ DO NAS! Jeśli brakuje w naszym wortalu testu instrumentu bądź sprzętu muzycznego którego szukasz, napisz do nas! Postaramy się przetestować urządzenie i opublikować test. |





Kiedyś robiło się klawisze...
Staruszek Roland RD250s zaczął być produkowany od 1988 roku.
Dwudziestoletnie instrumenty nadal służą muzykom dając nie tylko
nadal aktualne brzmienie, ale także świetną klawiaturę. I to nie
tylko na tamte czasy, ale i współcześnie! Przekonałem się
o tym dzisiaj, gdy zajrzałem do MM Studio. 
























